21 stycznia 2013

Karamy i nagradzamy

Nigdy nie twierdziłam, że jestem idealną matką. Nigdy taką nie byłam, dlatego zawsze gdy słyszę jakie moje dzieci są grzeczne moje ego jest połechtane. Nikt nie wkłada tyle pracy w wychowanie co matka, jednak bardzo ważne jest by rodzice wychowując młodego człowieka zawsze byli po jednej stronie. Tak też jest i u nas. Nawet jeśli nie zgadzam się z jakąś karą za coś, wymierzoną przez mojego mężczyznę, to raczej krytykuję ją na boku - nie przy dzieciach. Zawsze dochodzimy wtedy do właściwych wniosków i do tego co jest słuszne. Za co karamy najczęściej dzieci? Aktualnie za bijatyki między sobą. Jeżeli nie potrafią dojść do porozumienia, szarpią się i krzyczą przy tym przeraźliwie są zamykane w osobnych pomieszczeniach, aż do czasu gdy się nie uspokoją, nie wyciszą. Potem z nimi rozmawiam. Zawsze mówię: dlaczego stało się tak jak się stało, że dostali karę, że nie wolno się bić i kłócić, że jak mają problem, którego wyjaśnić nie potrafią to zawsze trzeba zawołać mamę, albo tatę. Bo my, rodzice, przecież od tego jesteśmy by im zawsze pomagać. Może brzmi to śmiesznie, że stosuję takie metody na 2latku i 3latce, ale widzę, że "tej mojej szkoły" są efekty. Coraz mniej się między sobą kłócą, a jak Lula chce się pobawić czymś, co jej zabrał Tasior, to coraz częściej do mnie przybiega i mi po prostu o tym mówi.
Żeby nie było, że my tylko karamy, o nieee... Mamy system nagród i muszę powiedzieć, że to bardzo motywuje młode umysły to współpracy. Nagrodami początkowo były malutkie czekoladki, ale to był bardzo zły pomysł. Jakby miało chodzić o jedną-dwie dziennie to może bym przebolała, ale już pierwszego dnia zorientowałam się, że jak będę maluchy w ten sposób nagradzać to im wyrządzę straszną krzywdę. Zakupiłam zestaw naklejek na allegro. Jeden w Auta dla Stasia, drugi w Kubusia Puchatka dla Julki. Dobry biznes zrobiłam, bo za komplet 500 naklejek zapłaciłam 7 zł, co prawda niektóre naklejki są wielkości jednogroszówki, ale dzieciom to nie przeszkadza. Naklejki za każde jedno pozytywne zachowanie naklejamy na drzwi od pokoju. W ten sposób rozwiązałam na przykład problem nieposprzątanych zabawek. Czasem organizuję mały konkursik, w którym nie ma przegranych. Konkursik na to kto posprząta więcej zabawek, za to dostają więcej naklejek,a i sam czas ogłaszania wyników konkursu jest dla nich przyjemny. Robię to w stylu walki bokserskiej przeliczanej na punkty. Łapie dzieci za ręce i krzyczę Zwycięzcą jeeeest... oby dwie ręce w górę ... Staś i Julka, brawa dla tych państwa!
Chyba najlepsza metoda to uczyć poprzez zabawę. A jakie wy macie sposoby na posłuszeństwo maluczkich?

Polecam przeczytać ten artykuł.