27 czerwca 2013

Wyzwanie u Akashiyi Viv ;)

Tak mi się spodobały te wszystkie wyzwania, że postanowiłam stworzyć własne. Jednak wszystkie jakie spotkałam na swej drodze były albo odzwierzęce, albo odśrodowiskowe. Na pewno moje tematy się gdzieś przejawiały, ciężko być oryginalnym w dzisiejszych czasach. Niestety.
Jednak ma  nadzieję, że zechcecie wziąć w nich udział.

Jeżeli chcesz wziąć udział w moim wyzwaniu, miłe będzie udostępnienie tego obrazka w poście. Im nas więcej tym ciekawiej... A więc, obrazek.
 Metamorfozy mogą dotyczyć makijażu, całokształtu ogólnego (strój, make-up, fryzury), paznokci. Wszystko mile widziane jeśli chodzi o metamorfozę siebie. Ja również mam zamiar wziąć w tym udział.Choć pewnie skupię się na makijażu twarzy, ewentualnie fryzurą.

CZĘŚĆ PIERWSZA - Anime Girl
Interpretacji może być wiele. Inspirować można się zarówno anime jak i mangą.  W zasadzie to wszelkie japońskie stylizacje mile widziane. Nawet nie śmiem Was prosić o cosplaye.






CZĘŚĆ DRUGA - Pin Up
Bardzo, ale to bardzo lubię styl Pin Up Girl. Jest seksowny, kuszący, ale nie wyzywający i trącący perwersją. Przede wszystkim jest bardzo kobiecy.Połączyć z tym śmiało można wszystkie stylizacje na rockabilly, psychobilly.

CZEŚĆ TRZECIA - Goth Loli
Specjalnie dla Was połączenie Goth i Lolity. Można by pójść w całkiem mroczny styl, a można by pójść w kokieteryjną stronę mroku. If you know what I mean. ;)

CZĘŚĆ CZWARTA - Disney Princess
Która z nas nie marzyła o tym, by być księżniczką. Jestem bardzo ciekawa Waszych inspiracji. Sama nawet wiem, już, w którą księżniczkę Disney'a się przeobrażę. ;)



CZĘŚĆ PIĄTA - Flower Power
Kwiaty, hippie, a co Wam będę dużo mówić. Same wiecie. ;)

CZĘŚĆ SZÓSTA - Mexican Skull
Moje ulubienice. Bardzo lubię rysować, jednak nigdy nie próbowałam na sobie. Czas najwyższy, prawda? :)

CZĘŚĆ SIÓDMA - Baby Doll
Po prostu stań się laleczką. :)







30 sierpnia, mam zamiar zrobić podsumowanie. Nie ukrywam, że osoba które zrobi na mnie największe wrażenie, dostanie jakiś upominek ode mnie - jednak nie wiem jeszcze co. ;)
Pewnie nie długo Wam powiem co będzie ową niespodzianką. W każdy pierwszy dzień nowego tygodnia, będę robić mini-podsumowanie.
Miłoby było jakbyście dodały mojego bloga do obserwowanych, oraz zlajkowały stronę na fb. Ale nie jest to wymogiem.
Acha. Najlepiej jakbyście przesyłały mi linki do zdjęć swoich stylizacji prosto z własnych blogów. Jak nie ma takiej możliwość to zapraszam na swój mail: odgryz-sobie-stope@wp.pl

Kto się bawi? ;)

26 czerwca 2013

Pierwsza wizyta u stomatologa

Natrafiłam w blogosferze na jakiś post dotyczący zębów dzieci. A w związku z tym, chciałabym podzielić się z Wami sposobem na to by pierwsza i kolejne wizyty u dentysty dla malucha były przyjemnym obowiązkiem.

Trochę o zębach Julki. Julka mimo iż ma białe ząbki, ma je strasznie słabe. Jedna mleczna jedynka ukruszyła się w pierwszym roku życia. Nawet nie wiadomo kiedy. Po prostu przy myciu zębów zauważyłam, że czegoś brakuje. Trudno, zdarza się, na szczęście wyrosną jej stałe... Później podczas zabawy na śniegu, goniła tatę i niefortunnie upadła. Zębami natrafiła na dość grubą podeszwę tacinego buta. I po drugiej jedynce.

Pierwszą wizytę miałyśmy, gdy miała półtora roku. To była masakra. Na wizytę wybrałyśmy się z babcią, bo ja też miałam mieć robiony przegląd. Najpierw miała iść córa, potem ja. Jakoś tak Panie zamotały, że ja weszłam pierwsza, po mnie miała wejść Lula. Ta sytuacja byłaby jeszcze do przyjęcia, jednak one postanowiły wziąć ją z babcią w tym samym pomieszczeniu na drugi fotel. Był ryk, był krzyk i siłowe zaglądanie do buzi. MA-SA-KRA! A dentysta niby dziecięcy, z takim podejściem? Ech... Nigdy więcej, ani ja, ani mojej córy stopa nie postanie w tamtej klinice. A pff...

Do drugiej wizyty przygotowaliśmy się lepiej.
Oglądaliśmy program o stomatologach na mini mini. Tak, ten krótki spocik. Popytaliśmy znajomych i rodzinę królika o najlepszego dentystę dziecięcego. Nawet od sąsiada dowiedzieliśmy się, że jeden w okolicy wysyła swoim pacjentom dzieciom kartki na urodziny. Jednak nasz wybór padł na innego stomatologa. Na kobietę. Wiemy, że Julka do kobiet ma większe zaufanie. Ja wiedziałam, że aby się nie bała, a może nawet i oczekiwała codziennie przez blisko miesiąc opowiadłam jej o tym, jak to super będzie. Że pani dentystka ma trąbę słonia, który pije ślinkę, i szczotkę gilgotkę, i małe lusterka jak dla lalek. Że w nagrodę będzie naklejka, a może nawet i dyplom! Oczywiście też, mówiłam jakim to trzeba być bardzo grzecznym i buzię otwierać szeroko jak lew.
Najważniejsze to chyba nie oszukiwać dziecka. W tym sensie, że nie zatajać przed nim faktu pójścia do stomatologa. To mogłoby być dla niego zbyt stresujące. Nowe miejsce, nowe osoby, sami wiecie...

Dziś mamy wszystkie ząbki porobione, zabezpieczone. Najbliższa wizyta czeka nas za pół roku - kontrolna. Odpowiednio za 5 miesięcy znów będę jej przypominać jak fajnie było i jakie nagrody świetne.

Jak są Wasze doświadczenia z dentystami?

25 czerwca 2013

Ten spryt, to chyba po mamie...

Tasior chciał przechytrzyć mój system naklejkowy, o którym pisałam TU. Poprosiłam go o sprzątnięcie torów, gdyż chciał pooglądać Masze i niedźwiedzia. Jednak zbieranie torów chyba było mu nie po drodze, więc powiedział:
-Mama, ty posprzątaj. Dostaniesz dwie naklejki.
Co zrobiłam ja? Rozszerzyłam szeroko oczy, z miną jakby to co powiedział było największym szczęściem jakie mogło mnie spotkać i to jeszcze taką niespodzianką! Powiedziałam:
-O to biegnę szybko, za naklejki pędzikiem pozbieram!
Pomyślał chwilę...
-Nieee mama! Ja, ja!
-Pomożesz mi?
-Oczywiście, że... Tak!

I wilk syty, i owca cała. ;D

Co do ostatniego zdania, użytego przez Stasia w tym krótkim dialogu. Co raz częściej widzę, że moje słowa padają z ust dzieci. Bardzo mnie to cieszy, jednak powinnam wzbogacić swój słownik w jakieś bardziej elokwentne wyrazy. :)

24 czerwca 2013

Spódnica z tuniki i wykorzystanie termodżetów

Jakiś czas temu zakupiłam tuniczkę na allegro. W panterkę, wiadomo, bo mam fioła. Krój miała mniej więcej taki:
Choć w ramionach bardziej przylegająca. Wszędzie bardziej przylegająca. (Zdjęcie pochodzi stąd- klik!). I krótsza. Ledwie pośladki zasłaniająca. Strasznie była nie w moim stylu. I leżała w szafie do dziś, gdy to nad ranem nożyczki poszły w ruch. Obcięłam pod pachami, przeszyłam. Dla dodania ciekawszego efektu przyprasowałam na pseudo-kieszeniach dżety. I teraz mi się podoba. Jako spódnica. Niestety materiał jest stricte jesienny... W każdym bądź razie w te upalne dni nie mam co o niej myśleć, więc znów trafi do szafy, przynajmniej na jakiś czas. A o to efekty:


Chociaż do zdjęć mogę założyć moje czerwone szpile, w których niestety chodzić nie mogę, bo jestem wyższa od S.


Acha, mały poradnik. Nie byłam pewna jak używać dżetów, próbowałam wygooglować, niestety. A zastanawiałam się czy szkiełko od góry się nie stopi.
Dżety, które posiadam są termo-dżetami. Co oznacza tyle, że posiadają klej przystosowany do prasowania. Na materiał układamy dżety, cekiny czy też ćwieki posiadające ten klej. Według przez nas wymyślonego wzoru. Ja przy układaniu na kieszonkach użyłam linijki, by były w odległości 1 cm od siebie. Bo są maciupkie. Przykryłam tetrą, chwilkę poprasowałam i są. Ta dam. Przy praniu do 30 stopni nie powinny odpadać.

21 czerwca 2013

Wyzwanie u Orlicy, tydzień czwarty, FLAMING

Tydzień czwarty - FLAMING - 20.06 - 26.06

Flaming kojarzy mi się nijako. Z kolorem różowym, który bardzo lubię, jednak mimo wszystko odcieniem nijakim. A że ja nie lubię nijakości, to wersja make up'u na dziś musiała zostać podrasowana o mocniejsze cienie, plus jakiś brokacik. :)
Mój flaming jest little crazy, inspiracja więc takim zdjątkiem:
Moje makijaże ostatnio są strasznie tendencyjne, na zdjęciach wychodzi jakiś dwukolor... To dziś jednokolor w kilku odcieniach. Róże, których użyłam to - róż z potrójnego zestawu color trend od Avon, różowy cień w sztyfcie od Avonu, mocny oczojebny róż z jakiegoś bazarku (nazwa się dawno strała, kosztował grosze, ale bardzo go lubię za swoją wyrazistość), i jakiś różowy brokatowy cień, który nie nadaje się do niczego, bo tylko brokat się z niego sypie, a koloru nie daje żadnego, nieznanego pochodzenia i bez napisów. Nawet nie wiem po co go trzymam... Plus standardowo eyeliner i maskara. 

W laptopowe oko wlazł mój S. Tak więc dzisiaj jest maskotką dnia. ;) Nie wiem co mi robi tą ręką, nie pytajcie. ;)

 I efekt:

18 czerwca 2013

Przedszkolaków zabawy w błocie

I w końcu znalazłam chwilkę czasu dla siebie. Oczywiście wszystkie pomysły na posty wypadły mi z głowy, można się było tego spodziewać, jednak mam nadzieję, że w najbliższym czasie wpadną do niej z powrotem.
Dzisiejszy dzień był bardzo relaksacyjny. Z rana wybraliśmy się do cioci Bałaty, pogoda nas zaskoczyła. Wsiadając do autobusu na niebie kłębiły się Altostratusy, choć przypominały troszkę
Nimbostratusy, ubraliśmy się jakbyśmy oczekiwali lekkiego deszczu. A tu trach, po 40 minutowej jeździe autobusem, na nieboskłonie nie było już śladu po chmurach. Temperatura wzrosła, a my byliśmy niczym pyzy na parze. Na nasze szczęście cioteczka posiada ogródek, więc ta mniejsza część nas mogła sobie ulżyć, polatać pół nago i pobawić się w wodzie (chociaż błoto jednak było największą atrakcją). Mnie pozostało parzenie się w jeansach. Gdy słodkiej sielanki nadszedł kres, brudaski trafiły do wanny na świeżym powietrzu. To był coś! Nawet ja im zazdrościłam. :)



Przyjechał po nas S., zawiózł do domu, a sam pognał walczyć o lepsze jutro (czyt. załatwiać sprawy obrony inżynierki). Przygotowaliśmy obiad, zabłocone rzeczy wypraliśmy, odpoczęliśmy od słonka i zaczęła dobiegać 16. Dzieciaki zostały z babcią, a ja pognałam na zebranie do przedszkola. 

Moje pierwsze zebranie, matko te dzieci już takie dorosłe. ;) Matki to chyba zawsze przeżywają takie sprawy bardziej niż dzieci. Nie będę chyba chodzić do tego przedszkola, bo w kółko będę płakać... Pamiętam, że łzy mi leciały do oczu, jak mój młodszy braciszek miał przedstawienia w szkole, a co dopiero będzie, gdy moje zaczną brać udział? 
W każdym bądź razie, chciałam napisać małe co-nie-co o zebraniu. Niestety nie załapaliśmy się na program przedszkola za złotówkę, w zasadzie to nie wiem czemu. Udział Luli w przedszkolu za miesiąc wrzesień będzie nas kosztował 135 zł + wyżywienie, a Tasiorka 269 zł + wyżywienie. Śmiałam, się do S., że oni wiedzą, że Tasior wymaga większej opieki i  że ich pożre żywcem i stąd ta kwota. Nie, nie. :) Nic z tych rzeczy, po prostu za drugie dziecko płaci się połowę mniej. Co na zebraniu wyleciało mi z głowy, choć o tym wiedziałam.  Podpisaliśmy umowy i zaklepane. 
Przedstawiono nam program dnia przedszkolaka:
8.15 śniadanie
9.00 zajęcia z podstawy programowej
10.15 drugie śniadanie
po śniadaniu spacer/plac zabaw/etc.
12.00 obiad
12.30 leżakowanie
po 13 inne atrakcje
Tego leżakowania to ja się troszkę bałam. To już rok, jak moje maluchy nie śpią w dzień. I to nie, że ja im nie pozwoliłam, same z tego zrezygnowały. Myślałam, że zostaną zmuszone do spania, albo nie wiadomo co. Moje obawy zniknęły, jak się okazało, że do grupy 3 latków są dobierane jeszcze nianie, że leci relaksacyjna muzyka i Panie czytają dzieciom bajki. Będą mogły sobie po prostu poleżeć po odpoczywać. W zasadzie, to jest to czas kiedy w domu odpoczywają, więc nie będzie tak źle.
W zasadzie nic więcej się nie dowiedziałam, czego bym nie wiedziała. Wiem co mają ubierać, co powinno leżeć w ich szafeczce, jaka powinna być pościel, a co oznaczać w jakiś sposób dzieciom.  Na grupy jeszcze maluchów nie podzielono. Reszty dowiemy się w sierpniu/wrześniu.

Na dziś tyle. Dobrej nocy  wszystkim. ;)


16 czerwca 2013

Wyzwanie u Orlicy, tydzień trzeci, PAPUGA

Tydzień trzeci - PAPUGA - 13.06 - 19.06


Jeszcze trochę i bym przegapiła tydzień papugi. Okazuje się, że czerwiec tego roku to nie najlepszy
moment na wyzwania. W ogóle na blogowanie, a mam tyle tematów, które bym chciała poruszyć. Marzą mi się już wakacje. Marzy mi się jeden wieczór, w którym nie będę musiała nic robić, i z S. pójdziemy na spacer. :)
Choć dzisiejsze tworzenie papugi na oczyskach mnie trochę rozluźniło, zwłaszcza robienie foci z dzióbkiem. ^^ No bo jak papuga, to dzióbek musi być. ;)


Inspiracja:




Wykonanie:



Jestem zmęczona. Idę sobie. Cya ;)

12 czerwca 2013

Trójmiasto szyje

Podążając za słowami Lilki Szpilki ;)
TRÓJMIASTO SZYJE - najnowszy projekt, o którym będzie głośno, obiecuję! A o naszym wirtualnym póki co projekcie przeczytajcie tutaj:
Jesteśmy zupełnie nową nieformalną grupą, która powstała za pośrednictwem portalu Facebook. Trójmiasto szyje – to odpowiedź na powstałe wcześniej grupy miłośniczek szeroko pojętego szycia i rękodzieła działające m.in. w Szczecinie czy Wrocławiu W naszej obecnie ponad 40osobowej grupie znalazły się amatorki szycia, wśród których nie brakuje osób aktywnie działających na rzecz lokalnej społeczności. Naszą ideą będą spotkania, podczas których będziemy uczyć się od siebie nawzajem i zgłębiać techniki szycia. Nie chcemy jednak ograniczać się do szycia na własny użytek – nasza pierwszą inicjatywą, której organizacja jest w toku – będzie przygotowanie w ramach spotkań grupy - dekoracji, zabawek oraz pościeli dla podopiecznych Gdyńskiego Hospicjum dla Dzieci, którego otwarcie planowane jest na październik tego roku. Pierwsze szyciowe spotkanie planujemy zorganizować na początku lipca, wtedy też ustalimy wstępny grafik naszych spotkań oraz plan związany z „Akcją – Hospicjum”, której pewnie nadamy wesoły przydomek. Byłybyśmy niezwykle wdzięczne za pomoc w propagowaniu naszej inicjatywy poprzez nadanie jej rozgłosu. Nie ukrywamy, że liczymy także na wsparcie w pozyskaniu materiałów, z których będziemy mogły tworzyć kolorowe maskotki i dekoracje. Mile widziana pomoc w przygotowaniu logo a następnie banera dla naszej grupy. Wszystkie osoby zainteresowane współpracą i wsparciem naszej akcji serdecznie zapraszamy do kontaktu. O postępach w działaniu będziemy informować za pośrednictwem naszej strony na fb:
Drogie grupowe koleżanki - kopiujcie śmiało i wklejajcie informację o naszej działalności na swoich blogach, niech będzie nas dużo wszędzie!

09 czerwca 2013

Dzieci i ryby głosu nie mają

Makijaże, makijażykami, ale czas wziąć się w garść i napisać coś, co od dłuższego czasu mnie nurtuje.

Dzieci i ryby głosu nie mają.

Spotykam czasem w towarzystwie osoby, według których dziecko powinno nie za wiele mówić, nie mieć własnego zdania, nie śpiewać, nie krzyczeć, nie rozmawiać i w rzeczywistości nie bawić się, bo tym też mogłoby narobić za dużo rumoru. 



O zgrozo, w rodzinie mamy takiego delikwenta, co mu to przeszkadza jak dziecko ma coś do przekazania. Nie ukrywajmy, młodzi ludzie... Bardzo młodzi ludzie, nie są zbyt elokwentni, nie układają zbyt złożonych zdań, często słowa im się mylą, a jeszcze częściej używają nowych wersji słów. Mają też skłonność do niecierpliwości, jeżeli chcą coś przekazać, to muszą zrobić to teraz, w tej chwili, bo to jest najważniejsza rzecz na świecie. Ciężko nauczyć cierpliwości, gdy samemu nie jest się cierpliwym, jeżeli chodzi o pewne kwestie. Na wszystko przyjdzie czas.
Co więcej, dzieci na co dzień nie mają możliwości dyskutowania w szerszym gronie, z rówieśnikami jeszcze nie dyskutują - zabawa jest ważniejsza, ze starszymi rzadko jest okazja. Nie rozumieją, że kultura wymaga poczekania, aż ktoś skończy mówić. Bo co to w zasadzie jest ta kultura, mamo? Choć w naszej rodzinie, to i ja, mam często problem, aby przebić się przez gwarę przekup, a jak zacznę coś opowiadać, to po jakimś czasie do kuchni wchodzi taki jeden i nic nie słychać tylko przygłuche Cooo? Czasem i zdania nie da się dokończyć. Jednak co by nie mówić, często zdarza się, że przyganiał kocioł garnkowi, najbardziej przeszkadza temu, kto największy hałas robi, choć mogłoby się wydawać, że nie ma nic ciekawego do przekazania.
Ja lubię jak dzieci narobią w okół siebie wrzawę. Oczywiście nie lament i płacz. Lubię okrzyki zabawy. Zwłaszcza jak byli młodsi, jeszcze nie tacy wygadani, brak jakichkolwiek eksklamacji oznaczał, że są chorzy i/lub coś im dolega. Lubię jak pytają, jak śpiewają, jak opowiadają zmyślone historyjki. Są kreatywni, i wiem, że w tych młodych umysłach coś się dzieje, że są ciekawi świata. Choć czasem ciężko odpowiedzieć na setne z rzędu pytanie a dlaczego? To co mają do powiedzenia dzieci, moje dzieci, jest dla mnie najważniejsze na świecie. (Dobrze, że mam podzielną uwagę ;)) Nie rozumiem, gdy ktoś odnosi się do dziecka bądź cicho, skończ już, idź się bawić gdzieś indziej, nie przeszkadzaj. Jeżeli przeszkadza Ci, że gdzieś gdzie idziesz są żywiołowe dzieci to... Albo tam nie idź, albo zaproś ludzi, których odwiedzasz do siebie, bez dzieci. Nie można tłamsić dzieci, nie można blokować ich rozwoju, nie można żądać by siedziały jak trusie.
Życia w społeczeństwie, kultury, ogłady i one się w końcu nauczą. Trzeba dać im szansę, w końcu to nasza przyszłość.
Zgadzacie się?

08 czerwca 2013

Jak szalona matka na obrazie

Z serii Julka i jej powiedzonka
jak szalona matka na obrazie
A ja nie mam pojęcia jak to interpretować, skąd się to wzięło i czemu tak. :) Często używane przez Julkę, w różnych pokręconych sytuacjach.

Albo takie o, z babcią Basią:
Babcia: Julka, powiedz duża.
Julka: Duzia.
Babcia: Du-ża.
Julka: Du-zia.
Babcia: Duuu-żaa
Julka: Jestem mała.
Obróciła się na pięcie i wyszła. ;)

SŁOWNICZEK:
pambumgery - hamburgery (Julka, ciągle w użyciu)

Wyzwanie u Orlicy, tydzień drugi, KAMELEON

Tydzień drugi - KAMELEON - 06.06 - 12.06


Mija drugi tydzień Wyzwania u Orlicy. Tydzień kameleona, pierwsze z czym się kojarzy to kobieta zmienną jest. Hmm, trzeba było więc zastosować coś, czego nie stosuję na co dzień. Kolorystyka, której raczej nie używam, nie przepadam za zieleniami, turkusami. Z fioletu też już dawno zrezygnowałam... Nie będę przebierać w słowach, po prostu pokaże.

Inspiracja:

Wykonanie:


04 czerwca 2013

O czym myśli mama przyszłych przedszkolaków?

Wczoraj były ogłoszenia wyników dzieci, które dostaną się do przedszkola. Nie wkładałam w to zbyt wiele nadziei, nawet nie przykładałam zbyt wiele uwagi do tego... Szanse na to, że dziecko z rocznika 2011 zostanie przyjęte wynosiły mniej niż 1%. Że córka się dostanie-przypuszczałam. Miałam wielkie rozterki, czy ją dać na te kilka bezpłatnych godzin, czy byłoby to zbyt duże obciążenie dla mnie: Musiałabym jedno i drugie przygotować do drogi, czy to pogoda, czy nie pogoda. Z drugim wrócić do domu, a jak się jedno rozchoruje, co ja będę Wam tłumaczyć-sami wiecie jak jest. Jednak z drugiej strony nękały mnie problemy natury matczynej... Nie chciałam by Julka kosztem tego, że ma młodszego brata nie mogła iść i musiała jeszcze rok czekać. Ona jest urodzonym przedszkolaczkiem, na wszystkie dni otwarte uczęszcza z przyjemnością i wszystko jej się bardzo podoba, wiadomo jest trochę wstydliwa, ale wierzę, że się rozkręci. :)
Tak więc, wyruszyliśmy wczoraj w ramach spaceru spojrzeć na listę dzieci, które się dostały. Julianna G. jest. Gratuluję Juleczko będziesz przedszkolaczkiem. Ale zaraz zaraz... Stanisław G. też jest. Szok, aż słów mi zabrakło. Nasze dzieci są już takie dorosłe, idą do przedszkola...Dostali się oboje. Cieszę się, że idą razem. Razem zawsze raźniej, a oni są trochę jak bliźniaki. Będę się starała, by tra
fili razem do jednej grupy, jakby się tak nie stało. Żeby Staś nie przeszedł jakiegoś szoku rozłąkowego, bez mamy, bez siostry, jest on do nas bardzo przywiązany. Później zostanie w tej grupie, a Julka trafi wyżej.
Jak się czuję ja?
Próbuję oswoić się z myślą, że nie będę z nimi już spędzać całych dni. Czas odcinać pępowinkę, przestawić się na zupełnie inny tryb życia. 3 lata życia w określony sposób, nagle odwrócą się o 180 stopni. Świat stanie na głowie, a ja pójdę do pracy. Jeszcze prawo jazdy mam w planach. Kiedyś musiał nadejść ten moment, nie sądziłam że tak szybko... Sama nie potrafię dobrze opisać tego co czuję. Oni sobie dadzą radę, a ja? Pewnie każdego dnia będę tęsknić i myśleć o nich... No cóż, mamy jeszcze 3 miesiące, muszę się nimi nacieszyć. :)

02 czerwca 2013

Wyzwanie u Orlicy, tydzień pierwszy, TYGRYS

Tydzień pierwszy - TYGRYS - 30.05 - 05.06

Moje pierwsze spotkanie z wyzwaniami i... Już okazało się wyzwaniem w pełni tego słowa znaczeniu:
  •  Łazienkę z wielkim i dobrze oświetlonym lustrem zajęła mi teściowa, z ledwością udało mi się przechwycić kosmetyki. 
  •  Jakiś czort pochował wszystkie lusterka w domu i zmuszona zostałam o użycia takiego o średnicy 8 cm. Dla mnie masakra. Często maluję się używając do tego dwóch rąk jednocześnie, dziś jedna musiała trzymać lusterko.
  •  Moje pierwsze doświadczenia z fotografowaniem oczu.
  •   Od dawna nosiłam się z zamiarem zrobienia porządków w kosmetyczce, ale wyzwanie mnie do tego zmusiło... ;)
Mój S.  niestety się zawiódł. Czytając o wyzwaniu u Orlicy, chyba spodziewał się, że pomaluję sobie całą twarz. Nic z tego mój drogi. ;D Hihihihi. (teraz się zaciesza na chrabąszcza)

Muszę powiedzieć, że zaskoczyłam samą siebie, myślałam, że nie znajdę nic pasującego do kolorystyki tygrysiej, a tu proszę jakieś żółcie, złota, biele. Bardzo mnie ucieszyła zasobność mojej kosmetyczki.
Cienie, których użyłam są sypkie, nie mam pojęcia jakiej firmy, bo są albo w tubkach, albo w woreczkach strunowych. Często robiąc kosmetyczne zakupy na allegro, patrze co sprzedający mają i można sobie wziąć małą próbkę za złotówkę. A kolor albo pasuje, albo nie, a kasy nie szkoda.
Kolory zużyte przeze mnie: żółty, żółty-brokatowy, złoty-brokatowy, biały Wibo, brązowy Color trend od Avon (ciężko mi określić odcień). Do tego eyeliner Essence i mascara Wibo.

A o to moja wersja tygrysa:


Aplikacja na koszulce z kredek świecowych, Część druga

Aplikacja na koszulce z kredek świecowych, Część pierwsza (kliknij)

Wrzuciłam ową koszulkę z części pierwszej z innym praniem, do pralce. Strach w oczach miałam, ale kto nie ryzykuje... Ten w komiksach nie występuje- jak mawia wujek M. ;) No i stało się, wyciągam z bębna. W myślach liczę straty. Mam wizje całego prania w resztkach kredek świecowych. Ręce mi drżą, nogi zresztą też i ledwo się doczłapuje do balkonu. Pierwsza rzecz - uszła z życiem, uff... Druga - też. Ale...
Trzecia, czwarta i kolejna też! Całe pranie ocalało! Albo to opaczność jaka, albo pranie w 40 stopniach i o małych obrotach rzeczywiście daje radę. Aplikacja nie zniszczony, nie nadszarpnięty i nierozbryzgana. Jest dobrze. :)

Koszulka na modelu wygląda tak: