09 czerwca 2013

Dzieci i ryby głosu nie mają

Makijaże, makijażykami, ale czas wziąć się w garść i napisać coś, co od dłuższego czasu mnie nurtuje.

Dzieci i ryby głosu nie mają.

Spotykam czasem w towarzystwie osoby, według których dziecko powinno nie za wiele mówić, nie mieć własnego zdania, nie śpiewać, nie krzyczeć, nie rozmawiać i w rzeczywistości nie bawić się, bo tym też mogłoby narobić za dużo rumoru. 



O zgrozo, w rodzinie mamy takiego delikwenta, co mu to przeszkadza jak dziecko ma coś do przekazania. Nie ukrywajmy, młodzi ludzie... Bardzo młodzi ludzie, nie są zbyt elokwentni, nie układają zbyt złożonych zdań, często słowa im się mylą, a jeszcze częściej używają nowych wersji słów. Mają też skłonność do niecierpliwości, jeżeli chcą coś przekazać, to muszą zrobić to teraz, w tej chwili, bo to jest najważniejsza rzecz na świecie. Ciężko nauczyć cierpliwości, gdy samemu nie jest się cierpliwym, jeżeli chodzi o pewne kwestie. Na wszystko przyjdzie czas.
Co więcej, dzieci na co dzień nie mają możliwości dyskutowania w szerszym gronie, z rówieśnikami jeszcze nie dyskutują - zabawa jest ważniejsza, ze starszymi rzadko jest okazja. Nie rozumieją, że kultura wymaga poczekania, aż ktoś skończy mówić. Bo co to w zasadzie jest ta kultura, mamo? Choć w naszej rodzinie, to i ja, mam często problem, aby przebić się przez gwarę przekup, a jak zacznę coś opowiadać, to po jakimś czasie do kuchni wchodzi taki jeden i nic nie słychać tylko przygłuche Cooo? Czasem i zdania nie da się dokończyć. Jednak co by nie mówić, często zdarza się, że przyganiał kocioł garnkowi, najbardziej przeszkadza temu, kto największy hałas robi, choć mogłoby się wydawać, że nie ma nic ciekawego do przekazania.
Ja lubię jak dzieci narobią w okół siebie wrzawę. Oczywiście nie lament i płacz. Lubię okrzyki zabawy. Zwłaszcza jak byli młodsi, jeszcze nie tacy wygadani, brak jakichkolwiek eksklamacji oznaczał, że są chorzy i/lub coś im dolega. Lubię jak pytają, jak śpiewają, jak opowiadają zmyślone historyjki. Są kreatywni, i wiem, że w tych młodych umysłach coś się dzieje, że są ciekawi świata. Choć czasem ciężko odpowiedzieć na setne z rzędu pytanie a dlaczego? To co mają do powiedzenia dzieci, moje dzieci, jest dla mnie najważniejsze na świecie. (Dobrze, że mam podzielną uwagę ;)) Nie rozumiem, gdy ktoś odnosi się do dziecka bądź cicho, skończ już, idź się bawić gdzieś indziej, nie przeszkadzaj. Jeżeli przeszkadza Ci, że gdzieś gdzie idziesz są żywiołowe dzieci to... Albo tam nie idź, albo zaproś ludzi, których odwiedzasz do siebie, bez dzieci. Nie można tłamsić dzieci, nie można blokować ich rozwoju, nie można żądać by siedziały jak trusie.
Życia w społeczeństwie, kultury, ogłady i one się w końcu nauczą. Trzeba dać im szansę, w końcu to nasza przyszłość.
Zgadzacie się?