20 kwietnia 2014

CIASTO: Sernik z czekoladą


Zrobię Ci dobrze, albo niedobrze. Miesiąc się nie odzywałam, to co, walnę dwa posty jednego dnia - kto bogatemu zabroni. ;)

Zrobiliśmy serniczek na zimno, z (o zgrozo) 3 rodzajami czekolady! Pychotka!

Składniki:
1 kg twarogu serowego (twarogu, sera twarogowego, jak zwał tak zwał)
9 czekolad (po 3 z białej, mlecznej i gorzkiej)
800g śmietany 30% (2 duże)
1 szkl. cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
6 łyżeczek żelatyny
duże opakowanie herbatników
kilka łyżek mleka

UWAGA, składniki na dwie formy keksówki

Sposób przygotowania:
Twaróg dzielimy po równo do 3 misek. Czekoladom w parach urządzamy kąpiel wodną, czyli na kuchence stawiamy garnek z wodą, wodę tę grzejemy ale nie do wrzenia. Na garnku stawiamy miskę, miska ta nie może dotykać lustra wody, bo tak na prawdę to rozpuszczamy czekoladę na parze, dobrze jest włożyć między garnek a miskę jakąś łyżkę, co by nam się miska nie zassała. Tak jak na zdjęciu po prawej. W tym samym czasie całą śmietanę ubijamy z cukrami na puszystą pianę. Żelatynę zalewamy 12 łyżkami wody, chwilę odstawiamy i rozpuszczamy na ogniu. Do każdej miski z twarogiem dodajemy po dwie rozpuszczone czekolady (jedna miska z 2 białymi, jedna z dwoma mlecznymi i jedna z 2 gorzkimi). Ubitą śmietanę równo rozkładamy po miskach z twarogiem. Dokładnie wszystko mieszamy.
Keksówki wykładamy folią aluminiową, na dnie rozkruszamy herbatniki, zalewamy trochę mlekiem, aby zmiękły. Następnie po kolei wylewamy warstwy mas. I znów układamy herbatniki tym razem całe. Ciasto, najlepiej na dobę, wkładamy do lodówki. Na drugi dzień ciasto odwracamy do góry dnem, wyjmujemy i ściągamy folię. Pozostałym czekoladom, po jednej, fundujemy kąpiel wodną i oblewamy nimi ciasto. Mówię Ci, pychotka!






RECENZJA: Kiedy kobieta zmienia kolor włosów to znak, że zaczyna się dla niej nowa epoka

Taa... Na facebooku jakiś czas temu zapowiadałam post z koloryzacji moich włosów. Ta, miał być na drugi dzień, ale sam wiesz jak u mnie kiepsko z dotrzymywaniem terminów. No tak, tak, pierdoła jestem. Ale przynoszę Ci obiecaną recenzję. Uwaga, nie dla wrażliwych oczu! Zdjęcia mej facjaty, a więc drastyczne! Czytasz na własne ryzyko! ;)

 ECHOS LINE ECHOS COLOR 

Opis: Miała to być profesjonalna farba fryzjerska, zakupiona w sklepie z artykułami fryzjerskimi. Ciężko mi coś tu napisać, ze względu na to, iż ulotkę zgubiłam, a internet nie dopieszcza w kwestii tej farby.

Cena: Razem z wodą koszt wyniósł niecałe 30 zł. 

Zapach: O dziwo nie chemiczny, a przyjemny. Powiem szczerze, że nawet zastanawiałam się czy farba ta nie pachnie malinami. :o

Konsystencja: Gęsta kremowa. Bardzo wydajna, bardzo dobrze się rozprowadzająca. 

Opinia: Hmm... Pierwsze co mnie zaskoczyło to wydajność. Mimo zapewnień uprzejmej Pani, że jedna tubka mi wystarczy i tak wzięłam dwie (druga jest innej firmy, bo z innym odcieniem czerwieni). Miałam na względzie fakt, że normalnych farb dostępnych w sklepach zużywam 4 (sic!). Jedna tuba zdecydowanie wystarczyła. Po 30 minutach trzymania na głowie kolor wyszedł całkiem mrau. :) Choć podczas farbowania zastanawiałam się, czy nie będę potrzebowała papierowej torby na głowe, by na drugi dzień móc jak człowiek pójść do pracy. ;)
w trakcie
Włosy po tej farbie nie są sztywne, mają zupełnie inną jakość jak po drogeryjnych farbach. Są bardzo miękkie. Pięknie błyszczą w słońcu, trochę na różowo. Dostrzegam wiele plusów tej farby. Ale jest jeden bardzo duży minus. Każdego dnia modlę się by nie padało, bo jak będzie lało, to będę wyglądać jakby ktoś przywalił mi siekierą w łeb. Włosy tak pofarbowane wciąż brudzą! Nawet teraz, gdy włosy myłam już miliard razy! 
po

Czy nabyłabym znowu? Nie wiem. Dla koloru-warto. Od kąd nie produkują już mojej ukochanej Palette XXL color nie było czerwieni która do końca by mnie usatysfakcjonowała, ta dała mi to czego oczekiwałam. Jednak z efektem ubocznym w postaci niespłukiwania się nie wiem czy aż tak bardzo warto... Imaginuj sobie: ja, basen, i zamoczenie włosów... Masakra trochę. No dobra nie umiem pływać, na basen więc nie chodzę, ale i tak...