Ranek, łazienka, chwila przed wyjściem do codziennych obowiązków. Wchodzi Tasior i przygląda się mojemu pindrzeniu.
-Mama, a to są farbki?
-Nie, to są cienie.
Chwila namysłu...
-Mama, a kto je złapał?
W życiu nie wpadłabym na takie powiązanie, ale uśmiech na twarzy się pojawił.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytatowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytatowo. Pokaż wszystkie posty
19 czerwca 2015
16 kwietnia 2015
Z cyklu, codzienne nieogary Viv
Oglądam sobie blaszki do paznokci, przydałyby się jakieś nowe. I czytam eSowi tytuł aukcji
"płytki blaszki do stemplowania paznoki hehe tanio kokietka". S. w śmiech, nie ukrywam, że i ja się uśmiechnęłam. I mówię mu, że to hehe to nazwa firmy. Pffytnął z rozbawieniem. No nazwa niczego sobie, bardzo fantazyjna. ;)
Przypomniałam sobie, że N. chciała zamawiać coś z zeberki, jakieś kosmetyki, ale zapomniałam nazwy strony. No to wpisuję zeberka sklep (klik!)... No nie, raczej nie chodziło jej o włóczkę.
Dzisiaj słucham:
"płytki blaszki do stemplowania paznoki hehe tanio kokietka". S. w śmiech, nie ukrywam, że i ja się uśmiechnęłam. I mówię mu, że to hehe to nazwa firmy. Pffytnął z rozbawieniem. No nazwa niczego sobie, bardzo fantazyjna. ;)
Przypomniałam sobie, że N. chciała zamawiać coś z zeberki, jakieś kosmetyki, ale zapomniałam nazwy strony. No to wpisuję zeberka sklep (klik!)... No nie, raczej nie chodziło jej o włóczkę.
Dzisiaj słucham:
01 marca 2015
idź do laryngologa!
Taka sytuacja: dzieciaki oglądają bajkę. Julka się wdrapuje na mnie, Staś się przesuwa, zasłaniając tym samym sobą ekran. Julka w reakcji krzyczy:
-Staś nic nie widzę!
-To idź do laryngologa! - odkrzykuje jej Staś...
Kurtyna.
-Staś nic nie widzę!
-To idź do laryngologa! - odkrzykuje jej Staś...
Kurtyna.
09 lutego 2015
Gdy opadają ręce
-Julka, opadają mi ręce (w zamyśle, że na sprzątanie).
-Daj ja Ci je porozciągam.
-Daj ja Ci je porozciągam.
Porozciągała i co? I wymówek już nie mam.
05 stycznia 2015
True know?
Może nie z dziecięcych tekścików, ale takich między nami dorosłymi...
-To mówisz, że maszt runął?
-Jakie true-know, ja bym chciał mieć know-how...
-Jakie true-know, ja bym chciał mieć know-how...
Mów do S. jak o czymś myśli... Całe szczęście, że myślał o realizacji moich marzeń <3
29 października 2014
Humor (przy)grobowy
Już za kilka chwil porwiemy się z rodzinami na groby, pozapalamy świece, chwilę podumamy i wrócimy do swych domów na rozgrzewające harbatki. Mam taką anegdotkę odnośnie święta wszystkich świętych...
Małżeństwo z dzieckiem stoi przy grobie, trochę odgarnia z liści, zapala znicze, no i po jakiejś nieokreślonej chwili ma się ku opuszczeniu cmentarza. Wtem dziecko zaczyna coś marudzić, że jeszcze nie chce iść, że jeszcze chwilę, że zostańmy. Co na to mamusia? Jak chcesz to możesz zostać z babcią.
Da bum tss... Taki czarny humor.
21 stycznia 2014
Tato, Stasiu mnie przypilnuje
Sławek dzisiaj karci Julkę za wchodzenie na stół:
-Julka nie wchodź na stół, bo spadniesz. Julka zejdź, bo sobie krzywdę zrobisz. Julka, na dół, bo ja nie mogę Cię teraz przypilnować... (i tak dalej...)
-Tato, Stasiu mnie przypilnuje.
Jakie ona ma zaufanie do młodszego brata, niesamowite. A ja już widzę jak ona spada, a on ją łapie... Uhmm...
-Julka nie wchodź na stół, bo spadniesz. Julka zejdź, bo sobie krzywdę zrobisz. Julka, na dół, bo ja nie mogę Cię teraz przypilnować... (i tak dalej...)
-Tato, Stasiu mnie przypilnuje.
Jakie ona ma zaufanie do młodszego brata, niesamowite. A ja już widzę jak ona spada, a on ją łapie... Uhmm...
15 grudnia 2013
To tylko pewnego rodzaju przykrość nie być kochanym. Prawdziwym nieszczęściem jest - nie kochać.
| Źródło: własne. Ja, Julka i Staś na pasowaniu na przedszkolaczka. |
Znów mój instynkt macierzyński obrywa kablem od prodiża i mówi, że powinnam rzucić pracę w cholerę i być w domu. Tasior ma złamane śródstopie, o czym już pisałam. Próbowaliśmy mu w sobotę ściągnąć gips, ale na pogotowiu tego nie zrobią. Bo nie. Założyć potrafią, ale na ściągnie nie mają uprawnień czy czegoś. Dziękujemy Czarusiowi, za poświęcony nam czas. Nie mamy auta, w takim przypadku to jak strzał w kolano. Okazuje się, że zakup auta jest jednak większą potrzebą niż własne m, czy ślub. Poza tym... Stasiowi biednemu oczy ropieją. W szpitalu pani na recepcji rozłożyła ręce w geście bezradności, bo w tak krótkim czasie to oni nie są w stanie nic stwierdzić o ile to nie uraz/nie swędzą/jest katar... W tygodniu nasze dziecię jest podrzucane komu się da. Ja wolnego wziąć nie mogę, wciąż jestem na umowie o pracę, a to dopiero tak na prawdę pierwszy miesiąc pracy, jak pokażę, że co chwila muszę być z dzieckiem to kto mnie zatrudni? S. walczy o premię, by żyło się lepiej. A więc biedne dziecię a to z babcią, ciocią, drugą ciocią i 15-letnim wujkiem. Sumienie zżera mnie od środka. Nie wiem co robić. Trzeba walczyć o lepszą przyszłość, wieeeelkim kosztem. Jeszcze jakby tego było mało, S. we wtorek idzie na 24h do pracy. Teoretycznie powinnam się rozstroić i być na raz w pracy, w domu i Lulę odprowadzić do przedszkola. W praktyce mam nadzieję, że babcia i ciocia Isia nie nawalą i pomogą. (Niet, to nie żaden zarzut, różne są przypadki losowe.)
Grudzień okazuje się być przepaskudnym miesiącem, co roku. Oby do gwiazdki, miny dzieciaków przy otwieraniu prezentów będą lekarstwem na mą tak bardzo chorą duszę. Od stycznia zaciskamy pasa, co by to auto było, choćby miało stać pod blokiem. Bo to się po prostu nie da. Prosić znajomych o pomoc... Nie dość, że głupio, to jeszcze kto czas znajduje w tym i tak zabieganym świecie...
Co do gwiazdki. Moja niunia przesłodziutka jest przesłodziutka. :D Okazuje się, że ona świetnie zdaje sobie sprawę z tego, kto ma jakie potrzeby. Byłyśmy dziś na mini zakupach, dokupowałyśmy prezenty, dla kogo nie mamy. Oczywiście to i tak nie komplet. Pytam
-Julka, jak myślisz co tacie na prezent?
Usłyszałam, że płyty, telefon i duży samochód. Duży w sensie do jeżdżenia. Kochana malutka.
Uśmiałam się w momencie, gdy przed naszymi oczami ukazała się tablica, duża na kredę, w pięknej białej obwódce.
Łaaa mama, jaki wielki telefon. :D
A już w tym tygodniu: recenzja na szampon z mocznikiem. (Mam nadzieję)
18 listopada 2013
Mamo jesteś smutna, bo nie dałem Ci jeszcze buziaka?
Mamo jesteś smutna, bo nie dałem Ci jeszcze buziaka? Staś
Stasiu, lecimy siku? -chyba nie dosłyszał, odwraca się z przejętą miną i mówi- no to leć!
S: Wiecie co to kosmos?
Tasior: Rakieta!
Lula: Gwiazdy!
Viv: Słonko!
S: Dobrze, o ile wy wiecie. A na jakiej planecie mieszkamy?
Tasior: Na Żeliwnej! (mała pomyłka z ulicą ;))
Stasiu, lecimy siku? -chyba nie dosłyszał, odwraca się z przejętą miną i mówi- no to leć!
S: Wiecie co to kosmos?
Tasior: Rakieta!
Lula: Gwiazdy!
Viv: Słonko!
S: Dobrze, o ile wy wiecie. A na jakiej planecie mieszkamy?
Tasior: Na Żeliwnej! (mała pomyłka z ulicą ;))
__________________________________________________________________________
Życie dorosłych jest beznadziejne, a doba jest za krótka. Nie możemy robić tego co chcemy, bo mamy inne priorytety. W dwóch słowach - przechodzę kryzys. Po 3 latach poświęcania się dzieciom, rodzinie, przyszedł czas na całkowite odcięcie pępowiny. Fazowo, bo fazowo, ale przyszedł. Najpierw pójście do przedszkola przez potworki, teraz ja wyleguję się po pierwszym dniu w pracy. Dzieci śpią. I choć atmosfera w pracy jest rewelacyjna, to ja wróciłam do domu w parszywym humorze.
Pracuję w dziale windykacji. Jeszcze nie mam uprawnień jak reszta dziewczyn, na to przyjdzie czas. Jestem powoli wdrażana w system, a już usłyszałam pochwałę, że szybko łapię. ^_^ Póki co wystawiałam monity o zaległych płatnościach, troszkę archiwizowałam zwroty, trochę innej papierologii, no i poznawałam zasady działania programów. Dziewczyny są super, odnoszą się do siebie jak ludzie, co mi się bardzo podoba.
Więc skąd ten mój zły nastrój... Cały czas myślałam o zwichniętej stópce Stasia. O tym, że nie odbiorę Julki z przedszkola (Staś miał wolne ze względu na stopę, cały dzień przehulał z babcią). Generalnie kłębiły się po mojej głowie myśli, że powinnam być przy dzieciach. Gotowa na wszelkie dolegliwości, bolączki. Że powinnam pracować krócej, w domu, cokolwiek. Na pewno jest to etap przejściowy, jak każdy w życiu, ale póki co walczę sama ze swoimi myślami. Nie jest przecież tak źle... 8 godzin, do 16... Kasa nie mała... A dla mnie 45 minut w drodze powrotnej to za dużo. Może wyolbrzymiam. Jednak co by nie mówić, jestem tylko kobietą, i choć zazwyczaj racjonalnie myślącą, to jeśli chodzi o moich najbliższych reaguję zawsze emocjonalnie. Na to się nic nie poradzi.
Trzeba walczyć. Chcę mieć własny pub, a nie ma mowy o realizacji tego marzenia na kredycie bez wkładu własnego, tacy jesteśmy uparci. ^_^ Poza tym marzeń jest więcej.
03 listopada 2013
Mamo, a Ty miałaś mnie w brzuszku?
Staś:
-Mamo, a Ty miałaś mnie w brzuszku?
-Tak, Stasiu miałam.
-Mamo, a Ty mnie zjadłaś?!
-Nie Stasiu, rosłeś sobie u mnie jak fasolka
-Ja nie jestem roślinką, ja jestem chłopcem!
Przygotowuję się do poważnych rozmów z dziecięciami. Kiedyś powiedziałam sobie, że nie będę im wciskać bajek o bocianach i kapustach. Jednak dosłowne tłumaczenie prawie 3/4 latkom na czym rzecz polega trochę mnie przerasta. Pytania już się pojawiają... Jak wymyślę jak przeprowadzić rozmowę w temacie skąd się biorą dzieci na pewno dam znać. :)
-Mamo, a Ty miałaś mnie w brzuszku?
-Tak, Stasiu miałam.
-Mamo, a Ty mnie zjadłaś?!
-Nie Stasiu, rosłeś sobie u mnie jak fasolka
-Ja nie jestem roślinką, ja jestem chłopcem!
Przygotowuję się do poważnych rozmów z dziecięciami. Kiedyś powiedziałam sobie, że nie będę im wciskać bajek o bocianach i kapustach. Jednak dosłowne tłumaczenie prawie 3/4 latkom na czym rzecz polega trochę mnie przerasta. Pytania już się pojawiają... Jak wymyślę jak przeprowadzić rozmowę w temacie skąd się biorą dzieci na pewno dam znać. :)
25 października 2013
Mini zagadka dnia
Dziś przychodzę do Was z zagadką. Jestem ciekawa czy ktoś z Was wpadnie na poprawną odpowiedź.
Pewnego dnia zakupiłam dzieciom dwa takie same prezenciki. Takie prezenciki wykorzystywane niewłaściwie mogą doprowadzić do szału. Jak to większość "zabawek" wydających z siebie jakieś dźwięki. O to już mała podpowiedź. :) Staś nazywa ten przedmiot fistoletem. Czym jest owy fistolet?
Pewnego dnia zakupiłam dzieciom dwa takie same prezenciki. Takie prezenciki wykorzystywane niewłaściwie mogą doprowadzić do szału. Jak to większość "zabawek" wydających z siebie jakieś dźwięki. O to już mała podpowiedź. :) Staś nazywa ten przedmiot fistoletem. Czym jest owy fistolet?
17 października 2013
Chwilowe wycofanie
Miał być post o cieście, miał być post o lampionie. A tymczasem dzieci chore i nic nie jest jak być powinno. Musicie mi wybaczyć nieobecność. Przyjdę do Was jak znajdę odrobinę spokoju.
Julka ma nowe powiedzonko, powtarza je zaraz po przyjęciu paskudnych w smaku leków.
"Popłakałam się jak cebulka".
Swoją drogą, znacie jakieś dobre sposoby na przemycanie na prawdę gorzkich leków dzieciom? Nakrapianie na łyżkę cukru, dodawanie do słodkich soków nie pomaga. Serio, nawet ja nie jestem wstanie tego ruszyć, a jakoś trzeba.
Julka ma nowe powiedzonko, powtarza je zaraz po przyjęciu paskudnych w smaku leków.
"Popłakałam się jak cebulka".
Swoją drogą, znacie jakieś dobre sposoby na przemycanie na prawdę gorzkich leków dzieciom? Nakrapianie na łyżkę cukru, dodawanie do słodkich soków nie pomaga. Serio, nawet ja nie jestem wstanie tego ruszyć, a jakoś trzeba.
30 sierpnia 2013
Jaki tata?
Staś jak zwykle rozwala mnie na łopatki.
Zawsze, gdy idziemy po Sławka do pracy pyta:
-Czy tu mieszka tata?
Teraz Sławek dzwoni, że już wraca do domu. O czym informuję Stasia:
-Stasiu, zaraz będzie tata.
-Jaki tata?
-Stasiu a ile Ty masz tat?
-Ja mam tatę Sławka.
Po pierwsze: o co chodzi?
Pod drugie: ciekawa co myślą sobie o nas ludzie, gdy słyszą co ten mój synuś gada...
Zawsze, gdy idziemy po Sławka do pracy pyta:
-Czy tu mieszka tata?
Teraz Sławek dzwoni, że już wraca do domu. O czym informuję Stasia:
-Stasiu, zaraz będzie tata.
-Jaki tata?
-Stasiu a ile Ty masz tat?
-Ja mam tatę Sławka.
Po pierwsze: o co chodzi?
Pod drugie: ciekawa co myślą sobie o nas ludzie, gdy słyszą co ten mój synuś gada...
26 sierpnia 2013
wielki miszmasz
Dziś wielki miszmasz w jednym poście, a co? Wolno mi. ;) We wpisie między innymi zawrę: trochę użalania się nad sobą, zachwyty dziećmi (moimi, oczywiście, że moimi), podsumuję wyzwania u mnie, które niestety dobiegły końca.
W piątek, piąteczek, piątunio obchodziliśmy 50 urodziny mego don padre. Pindżenie się mam w manierze, więc już od wczesnych godzin popołudniowych zaczęłam kręcić włosy, maseczkować, przebierać w ciuchach. Jako że nie mam żadnych profesjonal klipsów do dużych wałków zastosowałam klamerki. Czubek głowy- dwa duże wałki przypięte klamerkami, boki w papilotach (imaginujecie? już powinniście mieć przed oczami połączenie postaci Meduzy z anteną), bez makijażu, w rozciągniętej koszulce (co by te papiloty i wałki się zmieściły jak będę ściągać), w szortach. Wchodzę do kuchni, a tam me dziecię płci męskiej patrzy na mnie z niekłamanym zachwytem i mówi:
-Mamo, jesteś piękna.
Można się wzruszyć? Można. :)
Skoro już o dzieciach, to zostańmy w temacie. Milusińscy mają już swój pokój - to wiecie. Krótka lista postępów od czasu przenosin:
1. Śpią bez pampersów.
2. Powstrzymują sikanie pod siebie i wytrzymują całą noc! To krok, którego najbardziej się bałam.
3. Nie wpełzają (wpełzują?) mamie do łóżka w nocy. No dobra zdarzyło się dwa razy, ale nie co noc więc to plus.
4. Koniec z brzydkimi butelkami i śmierdzącymi smoczkami! Pijemy z kubeczków wieczorne kakao!
5. Dzieci potrafią same złożyć łóżka. Bardziej zasługa Luli.
6. Sprzątamy wszystkie zabawki przed kąpielą. Bardziej Tasior działa w temacie.
7. Staś nie walczy już o to by się z nim położyć, ale zawsze zastrzega: tu jest dla Ciebie miejsce (mamo tato w domyśle).
8. Julka zaciera ślady po Stasiu przede mną, a raczej przed moją złością. Sprząta i/lub pomaga mu, jeśli coś na broi. Bardzo mnie cieszy wsparcie jakie sobie dają.
Coś jeszcze? Na razie starczy. ;) Zachwycajcie się, jak i ja się zachwycam. ;D
Jeszcze tylko krótkie żale: skręciłam łydkę. Sport to nie jest zdrowie, nie jeździjcie na rolkach. Żartuję, zdarza się. :) Ale chodzić nie mogę.
Ostatnie zdjęcia wyzwania Kicia i ja:
Zawsze jak miałam warkocze mój dobry kolega mawiał Zuzia idziemy na likalaki? Stąd taki wymysł. A sztuczny uśmiech miał imitować Barbie. ;P
W piątek, piąteczek, piątunio obchodziliśmy 50 urodziny mego don padre. Pindżenie się mam w manierze, więc już od wczesnych godzin popołudniowych zaczęłam kręcić włosy, maseczkować, przebierać w ciuchach. Jako że nie mam żadnych profesjonal klipsów do dużych wałków zastosowałam klamerki. Czubek głowy- dwa duże wałki przypięte klamerkami, boki w papilotach (imaginujecie? już powinniście mieć przed oczami połączenie postaci Meduzy z anteną), bez makijażu, w rozciągniętej koszulce (co by te papiloty i wałki się zmieściły jak będę ściągać), w szortach. Wchodzę do kuchni, a tam me dziecię płci męskiej patrzy na mnie z niekłamanym zachwytem i mówi:
-Mamo, jesteś piękna.
Można się wzruszyć? Można. :)
Skoro już o dzieciach, to zostańmy w temacie. Milusińscy mają już swój pokój - to wiecie. Krótka lista postępów od czasu przenosin:
1. Śpią bez pampersów.
2. Powstrzymują sikanie pod siebie i wytrzymują całą noc! To krok, którego najbardziej się bałam.
3. Nie wpełzają (wpełzują?) mamie do łóżka w nocy. No dobra zdarzyło się dwa razy, ale nie co noc więc to plus.
4. Koniec z brzydkimi butelkami i śmierdzącymi smoczkami! Pijemy z kubeczków wieczorne kakao!
5. Dzieci potrafią same złożyć łóżka. Bardziej zasługa Luli.
6. Sprzątamy wszystkie zabawki przed kąpielą. Bardziej Tasior działa w temacie.
7. Staś nie walczy już o to by się z nim położyć, ale zawsze zastrzega: tu jest dla Ciebie miejsce (mamo tato w domyśle).
8. Julka zaciera ślady po Stasiu przede mną, a raczej przed moją złością. Sprząta i/lub pomaga mu, jeśli coś na broi. Bardzo mnie cieszy wsparcie jakie sobie dają.
Coś jeszcze? Na razie starczy. ;) Zachwycajcie się, jak i ja się zachwycam. ;D
Jeszcze tylko krótkie żale: skręciłam łydkę. Sport to nie jest zdrowie, nie jeździjcie na rolkach. Żartuję, zdarza się. :) Ale chodzić nie mogę.
Ostatnie zdjęcia wyzwania Kicia i ja:
Zawsze jak miałam warkocze mój dobry kolega mawiał Zuzia idziemy na likalaki? Stąd taki wymysł. A sztuczny uśmiech miał imitować Barbie. ;P
PODSUMOWANIE
Zapraszam do odwiedzania blogów dziewczyn!
17 sierpnia 2013
hejbaski!
17. 08. 2013
SŁOWNICZEK:
hejbaski - kiełbaski (Staś)
selat - seat (Staś)
kto ma opla ten ma hopla - rodzinne powiedzonko, w użyciu zwłaszcza przez Stasia
hujnanoga - hulajnoga (Staś, ciężko czasem przy tym powstrzymywać emocje, zwłaszcza że Staś ma tendencję do prób sylabizowania i wychodzi huj-na-no-ga)
SŁOWNICZEK:
hejbaski - kiełbaski (Staś)
selat - seat (Staś)
kto ma opla ten ma hopla - rodzinne powiedzonko, w użyciu zwłaszcza przez Stasia
hujnanoga - hulajnoga (Staś, ciężko czasem przy tym powstrzymywać emocje, zwłaszcza że Staś ma tendencję do prób sylabizowania i wychodzi huj-na-no-ga)
12 sierpnia 2013
Jak będę trawił jak nie mam kosiarki, ani trawy
W sobotę nie udało się wybrać do wujka M. na koszenie trawy, przełożyliśmy to na niedzielę. Przy okazji miał być grill. Pogoda była wietrzna, jednak wszyscy mieliśmy nadzieję, że deszcz nie nadejdzie. Tasior, gdy dowiedział się, że będzie jeździł traktorkiem i kosił trawę odparł:
-Jak będę trawił jak nie mam kosiarki, ani trawy.
De facto trawy nie skosiliśmy, ale chwilkę udało się pojeździć. Grill też nie wyszedł, więc był po domowemu. ;) Dzieciom się podobało, jak wsiedliśmy do auta, zapytały czy jeszcze kiedyś odwiedzimy wujka i czy moglibyśmy już. ;)
-Jak będę trawił jak nie mam kosiarki, ani trawy.
De facto trawy nie skosiliśmy, ale chwilkę udało się pojeździć. Grill też nie wyszedł, więc był po domowemu. ;) Dzieciom się podobało, jak wsiedliśmy do auta, zapytały czy jeszcze kiedyś odwiedzimy wujka i czy moglibyśmy już. ;)
25 czerwca 2013
Ten spryt, to chyba po mamie...
-Mama, ty posprzątaj. Dostaniesz dwie naklejki.
Co zrobiłam ja? Rozszerzyłam szeroko oczy, z miną jakby to co powiedział było największym szczęściem jakie mogło mnie spotkać i to jeszcze taką niespodzianką! Powiedziałam:
-O to biegnę szybko, za naklejki pędzikiem pozbieram!
Pomyślał chwilę...
-Nieee mama! Ja, ja!
-Pomożesz mi?
-Oczywiście, że... Tak!
I wilk syty, i owca cała. ;D
Co do ostatniego zdania, użytego przez Stasia w tym krótkim dialogu. Co raz częściej widzę, że moje słowa padają z ust dzieci. Bardzo mnie to cieszy, jednak powinnam wzbogacić swój słownik w jakieś bardziej elokwentne wyrazy. :)
08 czerwca 2013
Jak szalona matka na obrazie
Z serii Julka i jej powiedzonka
Albo takie o, z babcią Basią:
Babcia: Julka, powiedz duża.
Julka: Duzia.
Babcia: Du-ża.
Julka: Du-zia.
Babcia: Duuu-żaa
Julka: Jestem mała.
Obróciła się na pięcie i wyszła. ;)
SŁOWNICZEK:
pambumgery - hamburgery (Julka, ciągle w użyciu)
jak szalona matka na obrazie
A ja nie mam pojęcia jak to interpretować, skąd się to wzięło i czemu tak. :) Często używane przez Julkę, w różnych pokręconych sytuacjach.Albo takie o, z babcią Basią:
Babcia: Julka, powiedz duża.
Julka: Duzia.
Babcia: Du-ża.
Julka: Du-zia.
Babcia: Duuu-żaa
Julka: Jestem mała.
Obróciła się na pięcie i wyszła. ;)
SŁOWNICZEK:
pambumgery - hamburgery (Julka, ciągle w użyciu)
24 maja 2013
Połóż skarpetki, tam gdzie wczoraj położyłeś pastę do zębów, na pralkę
24. 05. 2013
Ja: Stasiu weź te skarpetki i połóż na pralkę proszę.
S: Na pralkę? Nie mogę. (On na pralkę odbiera jako do pralki)
Ja: No tam gdzie wczoraj położyłeś waszą pastę do zębów.
Staś bierze podeścik, zanosi do łazienki, wraca po skarpetki, zanosi.
S: Na pralkę? Nie mogę. (On na pralkę odbiera jako do pralki)
Ja: No tam gdzie wczoraj położyłeś waszą pastę do zębów.
Staś bierze podeścik, zanosi do łazienki, wraca po skarpetki, zanosi.
I
słyszę: juuuż.
Myślę po co mu ten podeścik. Poszłam sprawdzić i oto co
ujrzałam. :)
22 maja 2013
Chętnie, ale nie...
Wracamy z placu zabaw do domu, a tam drogą obok maszeruje dziewczynka w albie, no tak, komunie...
Staś patrzy na nią i woła zdziwionym, aczkolwiek pełnym entuzjazmu głosem:
-Mamo, widziałem księżniczke!
Staś patrzy na nią i woła zdziwionym, aczkolwiek pełnym entuzjazmu głosem:
-Mamo, widziałem księżniczke!
20. 05. 2013
Z serii: spędzamy dzień u babci Bałaty. Babcia ma tak na prawdę na imię Beata, ale Bałata brzmi bardziej lansersko. ;) Moja mama doskonale wie, że dzieciaki uwielbiają naleśniki, zawsze zrobi ich tonę, a później nie ma komu jeść. Po którymś z kolei zjedzonym naleśniku, babcia pyta Julkę:
-Juleczko, chcesz może jeszcze naleśnika?
Na co Lula odparła:
-Chętnie, ale nie.
Chciałam też dodać do zakładki cytatowo taki mini słowniczek języka moich dzieci, z tłumaczeniem na język polski. ;) Słowniczek będzie obejmował cały okres przekręcania i wymyślania różnych słówek. Z przeszłości też, aby nie uciekło.
SŁOWNICZEK
mapko - mleczko (Julka)
to nie fert - to nie fair (Julka, później przejął to po niej Staś, ciągle w użyciu)
o mały głos - o mały włos (Julka, ciągle w użyciu)
hapcia - babcia (Julka, ciągle w użyciu)
boiłam się - bałam się (Julka)
cieciup - ketchup (Julka, ciągle w użyciu)
chłypcik/chupcik - element łączący tory o tych samych końcówkach w drewnianej kolejce (Julka, Staś)
gli - pić (Staś)
ato - auto (Staś)
muma - mucha (Staś)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











