15 grudnia 2013

To tylko pewnego rodzaju przykrość nie być kochanym. Prawdziwym nieszczęściem jest - nie kochać.

Źródło: własne.
Ja, Julka i Staś na pasowaniu na przedszkolaczka.
Nieszczęścia chodzą parami. O ile nie w większych grupach.
Znów mój instynkt macierzyński obrywa kablem od prodiża i mówi, że powinnam rzucić pracę w cholerę i być w domu. Tasior ma złamane śródstopie, o czym już pisałam. Próbowaliśmy mu w sobotę ściągnąć gips, ale na pogotowiu tego nie zrobią. Bo nie. Założyć potrafią, ale na ściągnie nie mają uprawnień czy czegoś. Dziękujemy Czarusiowi, za poświęcony nam czas. Nie mamy auta, w takim przypadku to jak strzał w kolano. Okazuje się, że zakup auta jest jednak większą potrzebą niż własne m, czy ślub. Poza tym... Stasiowi biednemu oczy ropieją. W szpitalu pani na recepcji rozłożyła ręce w geście bezradności, bo w tak krótkim czasie to oni nie są w stanie nic stwierdzić o ile to nie uraz/nie swędzą/jest katar... W tygodniu nasze dziecię jest podrzucane komu się da. Ja wolnego wziąć nie mogę, wciąż jestem na umowie o pracę, a to dopiero tak na prawdę pierwszy miesiąc pracy, jak pokażę, że co chwila muszę być z dzieckiem to kto mnie zatrudni? S. walczy o premię, by żyło się lepiej. A więc biedne dziecię a to z babcią, ciocią, drugą ciocią i 15-letnim wujkiem. Sumienie zżera mnie od środka. Nie wiem co robić. Trzeba walczyć o lepszą przyszłość, wieeeelkim kosztem. Jeszcze jakby tego było mało, S. we wtorek idzie na 24h do pracy. Teoretycznie powinnam się rozstroić i być na raz w pracy, w domu i Lulę odprowadzić do przedszkola. W praktyce mam nadzieję, że babcia i ciocia Isia nie nawalą i pomogą. (Niet, to nie żaden zarzut, różne są przypadki losowe.)
Grudzień okazuje się być przepaskudnym miesiącem, co roku. Oby do gwiazdki, miny dzieciaków przy otwieraniu prezentów będą lekarstwem na mą tak bardzo chorą duszę. Od stycznia zaciskamy pasa, co by to auto było, choćby miało stać pod blokiem. Bo to się po prostu nie da. Prosić znajomych o pomoc... Nie dość, że głupio, to jeszcze kto czas znajduje w tym i tak zabieganym świecie...


Co do gwiazdki. Moja niunia przesłodziutka jest przesłodziutka. :D Okazuje się, że ona świetnie zdaje sobie sprawę z tego, kto ma jakie potrzeby. Byłyśmy dziś na mini zakupach, dokupowałyśmy prezenty, dla kogo nie mamy. Oczywiście to i tak nie komplet. Pytam
-Julka, jak myślisz co tacie na prezent?
Usłyszałam, że płyty, telefon i duży samochód. Duży w sensie do jeżdżenia. Kochana malutka. 
Uśmiałam się w momencie, gdy przed naszymi oczami ukazała się tablica, duża na kredę, w pięknej białej obwódce.
Łaaa mama, jaki wielki telefon. :D

A już w tym tygodniu: recenzja na szampon z mocznikiem. (Mam nadzieję)