30 marca 2013

Sernik tęczowy

Czas przygotowania jest długi. W zasadzie to przy tym serniku nie robi się nic, a trwa to cały dzień. Zdjęcie kiepskie bo przed chwilą robione, światło nie takie, i fotograf jakiś lewy. ;P

Składniki:
1 kg serka homogenizowanego
6 galaretek w różnych smakach i kolorach
1 paczka cukru wanilinowego
1 łyżka kakao
1 puszka ananasów (lub innych owoców)

Sposób przygotowania:
Galaretkę (każdy z kolorów osobno) przyrządzamy według opisu na opakowania, wprowadzając jedynie taką zmianę, że ilość wody zmniejszamy o połowę (1 szklanka). Gdy galaretka wystygnie dodajemy do niej 4 czubate łyżki serka homogenizowanego i jedną łyżeczkę cukru wanilinowego. Mieszamy.
Tylko do pierwszej warstwy (spód) dodajemy kakao. Polecam do tego galaretkę wiśniową-bardzo dobrze się komponuje). Wlewamy galaretkę do formy, ostudzoną wstawiamy do lodówki. Gdy stężeje przyrządzamy kolejną warstwę naszego tęczowego sernika i tak w kółko. Na wierzch zostawiamy jedną galaretkę bez dodatku serka i cukru. Przygotowujemy ją w połowie ilości wody na opakowaniu. Czekamy aż ostygnie, wlewamy na wierzch i układamy owoce.

My będziemy w pełni delektować się jutro. ;) Tymczasem...

 

Idą Święta Wielkanocne,
Więc wrażenia będą mocne,
Baba w koszu jaja buja,
Zając woła Alleluja!




22 marca 2013

Kompatybilność

Taka mała ciekawostka.

Zakupiliśmy (w końcu) nowy odkurzacz. Jestem zawiedziona. Jest to jedyny sprzęt firmy SAMSUNG w naszym domu, który nie jest kompatybilny z telefonem, telewizorem, drukarką, komputerami na raz i nie działa pod wifi. Tak więc nie uda mi się wychodząc z domu zadzwonić do odkurzacza "Hej, wychodzę z dziećmi na dwór, nie mógłbyś poodkurzać w między czasie?"

Hihihi, kochamy kompatybilność. <3

Słoiczki...

Frustracja dnia wczorajszego zdecydowanie dziś odpuściła i wróciłam do bycia normalną idealną panią domu. Czasem tak jest, że wszystko irytuje i złości, choć na co dzień w cale, aż tak bardzo nam to nie przeszkadza.
Lecz o czym to ja miałam...

6-miecięczny Staś pojony przecieraną zupką
przez 1,5-roczną Julkę ;)

Jesteście zwolennikami czy przeciwnikami podawania gotowych słoiczkowych produktów dla brzdąców? My, co prawda etap ten mamy już za sobą, ale wiele znajomych ma jeszcze malutkie dzieci i temat się ciągle przewija. Zawsze wolałam sama dziecku ugotować, szczerze mówiąc to ja nigdy w pełni nie ufałam przetworzonym papkom bez smaku i o nijakim kolorze. Bo jaką mam pewność co w środku jest? Atest? Atesty są często robione na zamówienie, przez dziwne firmy, więc nie nie nie... Chociaż wiadomo, czasami by ułatwić sobie życie Lula i Tasior dostawali taki gotowy obiadek. Po ręczne, wygodne, zawsze na mieście można było poprosić panią z baru o podgrzanie, bo kto odmówi dziecku. ;) Troszkę nie rozumiem matek, które mówią, że nie mają czasu gotować codziennie dla dziecka. Dziwię się niesłychanie. No bo jak to? A sobie i ojcu dziecka mają czas? Co to za problem ziemniaka obrać i do garnuszka wsadzić. Czym one są takie zajęte? Może ja nie wykonuję jakichś ważnych czynności związanych z egzystowaniem? A no tak, nie prasuję. To na pewno tego kwestia. ;)

Wracając do słoiczków. Wyobraźcie sobie, o zgrozo, że znajoma natrafiła dziś na folię, w gotowym obiadku dla brzdąca, którego marki nie podam by nie siać popłochu. Dopóki nie przeprowadzi się stosownych badań nie można oceniać. W słoiczku znalazło się coś przezroczystego, czego nie można było przegryźć. Doradziłam jej by przeprowadziła proste badanie ogniem, folia jak wiadomo topi się i śmiardoli. Mimo, że wszyscy mieli nadzieję, że to błonka od kukurydzy, cuśko się stopiło. Nie wiadomo czy dziecko zjadło folię, czy nie. Cokolwiek to było nie powinno znaleźć się w słoiku. Lada dzień zgłosi sprawę do Sanepidu, niech zbadają.

Nie tak dawno, po necie krążyła informacja o tym, że w kaszce znaleziono szczura. Na szczęście był to zlepek kaszki, ale pod informacją na różnych portalach pojawiały się wpisy typu "Od lat kupuję te kaszki i nigdy nic takiego nie miało miejsca!", "To nie możliwe, zawsze przyrządzam te kaszki dzieciom" etc. Nie rozumiem, to że coś nigdy nie miało miejsca, tzn. że nie będzie mieć miejsca w przyszłości? Jestem zdania, że wszystko może się zdarzyć. Jesteśmy tylko ludźmi. Wszyscy. I choć nie powinniśmy popełniamy błędy. Nawet mi kiedyś wpadła pinezka do ciasta na placki ziemniaczane. Spokojnie, nikt jej nie zjadł! Wyłowiłam szybciutko, widziałam jak spada.

Moja rada? Mamuśki, jak najczęściej to możliwe gotujcie same. Mroźcie, peklujcie, ale gotujcie same. Poza tym organoleptyczne poznawanie świata jest dla dziecięcia bardzo ważne. Może podziwiać różnorodność kawałków marchewki, kolorystykę od groszku do kukurydzy, a także zasmakować każdego smaku z osobna, nie paćki.

Pozdrowionka

21 marca 2013

O czym marzą matki?

Wymęczona trudami dnia dzisiejszego w końcu znajduję wymarzoną chwilę dla siebie. Był to jeden z tych cięższych dni, kiedy obserwując domowników zaczynasz wypadać ze swej równowagi i wszystko zaczyna irytować. Nawet te skarpetki męża, które codziennie rano od kilku lat wynosisz do prania, zaczynają przeszkadzać bardziej niż zwykle.. Stąd też pomysł na post.

Nie chciałabym mówić w imieniu każdej mamy, ale mam wrażenie, że wszystkie tak na prawdę mamy podobne potrzeby, i jeżeli o czymś marzymy to przynajmniej po części marzenia nasze będą się pokrywały. I nie mówię tu o zdrowiu, o szczęściu-to chyba jest oczywiste, że każdy tego pragnie.

Ja, jako matka/żona, marzę o...
...chwili odpoczynku. Chwili dla siebie, jednym dniu gdzie będę mogła poddać się w pełni swoim małym grzeszkom i rozkoszom. Pójść na zakupy sama, do parku poczytać książkę, pójść do fryzjera, kosmetyczki. Zrobić coś dla siebie.
...równym podziale obowiązków. Choć nie narzekam na brak obiadów w weekendy, kiedy to ja jestem na uczelni, a mój luby w domu z dziećmi. Zawsze czeka na mnie pyszny obiad. Chodzi mi o taki dzień jak dziś. Jeżeli obydwoje jesteśmy w domu, to czy nie możemy razem zająć się sprzątaniem/ogarnianiem? Czy nie byłoby miło usiąść razem przy stole i napić się kawy? Nie chodzi mi też o to bym musiała palcem wskazywać co jest do zrobienia. Jak do jasnej ciasnej można nie widzieć leżących skarpetek na środku dywanu? A jakby było nasrane to też byłoby to niewidzialne? O_o
...chwili tylko dla nas. Z romantycznym entourage. Przykład? A proszę: Piasek, bryza, szum fal morza, kocyk, winko. Można? Można. Ewentualnie chciałabym się wybrać z mężczyzną moim do teatru, na coś zabawnego. Nawet kolacja sam na sam by mi wystarczyła. Już nie pamiętam kiedy byliśmy gdzieś tylko we dwoje. Chyba w kinie na produkcji Marvel'a.
...urlopik, gdzieś razem, rodzinką + znajomi. Poza miastem.

Coś jeszcze? Hmm...

20 marca 2013

konkursy

Tworzę nową zakładkę KONKURS.
Będą tu konkursy, które ja tworzę, a także te w których biorę udział. Wszystkie tagowane słowem konkurs.
Brałam udział już w dwóch konkursach, oby dwa szczęśliwe dla mnie. Fotki wrzucę jak dojdą.

Wygrałam na:
marwiol5722 - konkurs z lalką
oraz
beate koniakowsky -konkurs z pierścionkiem

Taka tam szybka notka.

Klopsiki ze szpinakiem w sosie chrzanowym


Lula pozująca przy klopsikach,
niestety ucięłam klopsiki :(
Mama, zrobiłaś na obiad straszne brzydactwa ~ Julka, lat 3.

Tak zareagowała moja córcia, na widok tego co się działo w misce z surową breją...

Nie za bardzo chciało mi się iść na zakupy, nie za bardzo chciało mi się jeść znów to samo. Więc przygotowaliśmy danie NAWINIE (co się nawinie, to do gara). Mało zdjęć, bo gotując, pilnując dzieci etc. zabrakło kilku rąk.

Składniki:
500g mięsa mielonego
150g szpinaku mrożonego
50g boczku wędzonego
1 ząbek czosnku
1 duże jajko
bułka tarta
masło, przyprawy, troszkę mąki

Sposób przygotowania:
Breja, bardzo nieudane zdjęcie.
Boczek pokroić jak skwarki, tak samo go przyrządzić-na patelnię, podsmażyć, mieszać co chwila. W osobnym rondelku roztopić łyżkę masła, wrzucić szpinak, rozgnieciony ząbek czosnku, oczywiście na wolnym ogniu. Gdy konsystencja będzie już w miarę jednolita posolić wedle uznania, popieprzyć też można. Odparować wodę ze szpinaku w miarę możliwości. W międzyczasie do miski wsypać sobie całe mięso mielone, wbić jajko, przyprawić (u nas to było 1/4 łyżeczki soli, 1 łyżeczka ziół prowansalskich, szczypta ostrej papryki, szczypta pieprzu, szczypta oregano). Poczekać, aż boczek i szpinak ostygną, dodać do mięsa mielonego. Wymieszać, dosypując bułkę tartą. Sami wiecie do jakiego stopnia. Formujemy kuleczki jak na klopsiki, obtaczamy w mące, podsmażamy na patelni co by nam się nie porozwalały. Podsmażone ładujemy do naczynia żaroodpornego. I do pieca! Pieczemy w 180 stopniach przez 15 minut.
Następnie ja dodałam sos chrzanowy. I wyszło super! Do tego ziemniaczki, mniam!

"brzydactwa"

I bonus!
Tasior zmywający naczynia.


14 marca 2013

Niespodzianek część dalsza :)

"Każde­go dnia bądź dla ko­goś miłym zas­kocze­niem, 

nie przykrą niespodzianką."



Dwie przesyłki niespodzianki już przygotowane. Jutro zostaną wysłane do dwóch pierwszych odważnych Pań, które nie bały się wziąć udziału w projekcie o wdzięcznej nazwie: Podarujmy sobie coś miłego. Przypomina, że jeszcze można wziąć udział. Niespodzianki trafią jeszcze do 3 osób, które postąpią zgodnie z wytycznymi.

Panie z blogów:  http://dzidziastyle.blogspot.com/ http://calaonawsieci.blogspot.com/  myślę, że od poniedziałku śmiało możecie oczekiwać listonosza. ;) A! I nie gniewajcie się, że naskrobałam coś w środku różowym mazakiem, w moim domu długopisy to towar deficytowy.

Pozdrowionka!

13 marca 2013

Kolejne spodenki

Stworzyłam kolejne spodenki dla Tasiora. Tym razem nie pumpy/alladynki. Zwykła prosta nogaweczka. Niestety, już większych nie da rady uszyć z tych flanelek, które posiadam. Trzeba będzie wymyślić inne zastosowanie dla nich. Bo kratkę mają przecudną. :)

Model jak zwykle nie miał ochoty pozować w portkach, musicie zadowolić się takimi fotkami.


 





06 marca 2013

Podarujmy sobie coś miłego

Mam dla Was pewną propozycję - podarujmy sobie coś miłego.

Pierwsze 5 osób, które skomentuje ten post dostanie ode mnie w przeciągu dwóch miesięcy mały prezencik. Może to być obrazek, który namalują moje dzieci, jakiś kosmetyk, pocztówka, wiersz, płyta z muzyką, coś drobnego, coś miłego, zupełna niespodzianka. Prezent prześlę pocztą, więc osoby, które zdecydują się brać udział w tej zabawie, proszę o przesłanie danych adresowych na moją pocztę e-mail m.wiwatowska@gmail.com w tytule wiadomości wpiszcie hasło "Niespodzianka", no i nie zapomnijcie się podpisać. ;) Spokojnie, te dane posłużą tylko i wyłącznie do wysłania przesyłki.
Jednakże w życiu nie ma nic za darmo. ;)

Wymagania:
Musicie zrobić to samo u siebie na blogu, obdarować 5 osób miłym prezencikiem i umieścić mój baner, dostępny po prawej stronie, przy notce o tym łańcuszku.


Niech i ja mam coś z tego. ;)

Będę weryfikować, czy wszystko przebiega zgodnie z moimi wymaganiami, więc w komentarzu wpisujcie adres bloga, który bierze udział w zabawie. A, no i po tygodniu od nadania przesyłki będę udostępniać zdjęcia tego co wysłałam. ;)

To co, jesteście gotowi na taką akcję? Zapraszam do komentowania. :)


Zapraszam też do: Cała Ona w Sieci ;)

04 marca 2013

Słonko moje rozchmurz buzie nie do twarzy ci w tej chmurze!


Widzicie te roześmiane buzie?
Korzystając z bardzo ładnej pogody zafundowaliśmy sobie mini piknik na stole do ping ponga. Porozmawialiśmy sobie, pojedliśmy świeże bułeczki i popijaliśmy soczkiem. Co jakiś czas Lula dorzuca mi do kieszenie w kurtce, różne rozmaitości, zacnie nazywane jej skarbami. Uzbierało się tam kilka różnych muszelek. Głaskaliśmy je paluszkami, aby zobaczyć różnicę, które są gładkie, które szorstkie. Porównywaliśmy wielkości. Kolory. Tasior usiłował pokroić je patykiem, co wyglądało dość ciekawie. Lula była zainteresowana ślimaczymi muszelkami. Zaglądała do środka i gdy powiedziałam, że w środku kiedyś mieszkał ślimak i w takim domku sobie spał, ona odparła ze swoją ciekawością "Mamo, a dlaczego ślimak ma muszelkę na plecach? Opowiedz mi". Jakoś wybrnęłam z tego opowiadania, ale nie do końca jestem pewna, czy to co wymyśliłam na szybko jest właściwą odpowiedzią. Powinnam zacząć nosić ze sobą encyklopedię. :) Opowiedz mi, coraz częściej to słyszę, a pytania bywają na prawdę różne i bardzo, ale to bardzo, zaskakujące. Dzieci tak wiele chcą wiedzieć. Fantastyczne!

Szyję kolejne spodnie dla Tasiorka. Zdjęcia wrzucę jak będą gotowe.

01 marca 2013

Ariel Professional odplamiacz

Wiecie co jest największą zmorą mam? Brzydkie, niedoprane plamy na pięknych ubrankach jej pociech. Odplamiacz, poleciła mi kiedyś Justyna (pozdrawiam!) i od tamtej pory używam go cały czas. Opakowanie wygląda tak, jak na zdjęciu obok.
Opis:
Co tu dużo mówić. Ariel Professional to odplamiacz w płynie. Producent mówi, że jest odpowiedni dla ubranek dziecięcych.
Sposób użycia:
Używając nakrętki nalać bezpośrednio na plamę i/lub wlać ok. 100 ml do bębna pralki tuż przed rozpoczęciem prania.
Cena:
Około 12-14 zł za 1000ml
Moja ocena:
5/5
Moja opinia i sugestie:
Używałam wielu odplamiaczy, tych bardziej znanych i tych mniej znanych. Szczerze mówiąc, to tylko po tym widzę efekty, nie było jeszcze u nas w domu takiej plamy, z którą by sobie nie poradził. Nie zdarzyło mi się by zniszczył jakieś ubranie, by kolor po nim wyblakł. Wcześniej czytałam o nim różne opinie w internecie, że uczula, że niszczy - mnie się nie zdarzyło. Używam go razem z proszkiem E Active Plus, który pozostawia piękny zapach na ubraniach i jest dla aktywnych. ;)

Kontakt

Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści całych wpisów. Jeśli nawiązujesz do wpisu wykorzystaj JEDEN wybrany akapit i podaj adres oryginalnego wpisu na moim blogu. Wykorzystanie treści pełnych wpisów jest możliwe tylko i wyłącznie po uprzednim ustaleniu warunków, na jakich mają zostać wykorzystane. Chyba, że w tekście jest zaznaczone inaczej.

Zastrzegam sobie wszelkie prawa do moich zdjęć. Nie wyrażam zgody na kopiowanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie materiałów z tego bloga bez mojej wyraźnej zgody. Jeżeli znajdziesz coś co Cię zainteresuje napisz do mnie, jak już wyżej napisałam ustalimy warunki, na jakich mają zostać wykorzystane.

Z przyjemnością podejmę współpracę.

Wszystkie powyższe, oraz zwyczajne chęci napisania do mnie proszę kierować na adres:

 odgryz.sobie.stope@wp.pl



tekst alternatywny