12 stycznia 2013

Feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8 piętro.

Panowie sobie często żartują, że feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8 piętro. Feministką nie jestem, ale też nie pamiętam kiedy jakiś mężczyzna zająłby się typowo męskim problemem domowym. A mężczyzn w moim domu nie brakuje.

-Kto naprawił dzwonek do drzwi? ja.
-Kto SAM wyniósł lodówkę z kuchni, przez korytarz, na klatkę? ja.
-Kto szarpał się z okapem, by jako tako wyglądał i nie spadł komuś kiedyś na głowę? ja.
-Kto piłuje listewki, by wymienić połamane na całe dziecku do łóżeczka? ja.

To nie jest tak, że mężczyźni w moim domu nie potrafią, bo mają dwie lewe ręce. Nie, nie... Tu chodzi o to, że wszystko odkładane jest na później, a później z głowy wylatuje. Bo zmęczony jestem, bo dopiero usiadłem, bo nie da się tego zrobić. Wszystko się da chcieć to móc! A my? A my kobiety zabieramy się za to same, bo nie chcemy czekać pół roku zanim mężczyźni naprawią co zepsute. Chyba zbyt często zaczęłyśmy okazywać mężczyznom swoją niezależność. Że jesteśmy w stanie zrobić coś same, że potrafimy. I każda z Was wie, że nie mówię tylko o sobie.
Kobiety bardzo zmieniły się na przestrzeni wieków. Teraz kobieta ma być świetną matką, super kucharką, sprzątaczką, praczką, rewelacyjną kochanką, a w ramach rozrywki powinna naprawiać sprzęty domowe! No tak, same jesteśmy sobie winne. Bierne zawodowo siedzą w domu i nic nie robią...
A czas, sam przez place ucieka...




PS. Panie Slavaroku, leć Pan napraw córce parasolkę...