28 sierpnia 2013

Motyla noga, kurcze pióro

Mierzi mnie. Moja wątroba dostaje spazmów. Powieka wraz z brwią dostają konwulsji. A w kieszeni nóż  domestos się otwiera.
No co? Jak język brudny to trzeba go przynajmniej mydłem i pumeksem potraktować, a jak to nie pomaga - kwasem.

Nienawidzę, gdy ktoś przeklina, gdy obok są moje dzieci. Drętwieję, gdy to 2-, 3- lub 4-latek rzuca mięsem... Mieliście z takim zjawiskiem do czynienia? Na pewno...

Moją osobistą dramą, co zadrą we mnie tkwi, jest to, że Lula używa zwrotu "psia krusz". Co ciekawe dzieci świetnie wiedzą w jakich sytuacjach zwrotów takich używać, choć nie do końca znaczenie pojmują.
O. Taka sytuacja ostatnio na placu zabaw. Tasior huśta Lulę (to widok niespotykany), ja siedzę na ławce obok mnie chłopiec. Patrzy na moje potwory, patrzy, aż w końcu odzywa się:
-Ja cie sunę, ale on ma siłę.
Może i dobrze, że zamarłam ze zdumienia... Bo podobno najlepiej nie reagować. To dziecko zrobiło to pewnie nie świadomie, nauczyło się takiej dziwnej maniery. To na pewno nie było po to by zwrócić na siebie uwagę...

Nikt mi nie wmówi, że takie małe dzieci uczą się tego na podwórku. Kultury języka najpierw uczy się człowieczek w domu. Jedno zasłyszane słowo na podwórku nie odbija się później miesiącami echem. Czy czterolatek wyrażający się do matki "zamknij się stara ruro", usłyszał to w piaskownicy jeden raz i zapadło mu w pamięć? Oczywiście, są place zabaw, gdzie dzień w dzień usłyszeć można takie wiązanki, co nie jeden przysłowiowy szewc by się nie powstydził. Jednak trzeba mieć na tyle rozumu, by takie grono opuścić - czasem wystarczy zwrócić uwagę, jednak to też zależy od otoczenia, wieku etc...

Przedszkole... Z przedszkola można wynieść jakiś brudny wyraz. Wiadomo, że spotykają się tam dzieci z różnych domów.Jednak na pewno nie są to serie niczym z kałasznikowa. Jestem bardzo ciekawa jak sobie przedszkolanki radzą z takim zjawiskiem, mam nadzieję, że nie będę musiała się przekonywać na własnej skórze. ;)

Najbliższe otoczenie - tam powinno się szukać problemu. Nie zwalać na innych. Zacząć od siebie. Kur... ja pier... puściłam dziecko na godzinę na ten jeb... plac zabaw i teraz zobacz jak mi kur... rzuca. Oczywiście podkoloryzuję zdanie, ale takie wypowiedzi też słyszałam... No i co? Głupio się trochę robi. Taki przypadek miała kiedyś moja ciotka z wówczas kilkuletnią kuzynką. U niej w domu nigdy nie przebierało się w słowach. Jednak nie było im do śmiechu, gdy ta usiadła na korytarzu  i miała problem z ubraniem butów. Sepleniąc odparła:
-Kulwa, co za buciki.

I z tym negatywnym akcentem pozostawiam Was. Podzielcie się opiniami, radami, a może i historiami...




EDIT: Ja wiem, nie wszytko to bluzgi, ale są wyrażenia, które w ustach dzieci brzmią brzydko.