27 września 2013

Like, like, like

Źródło: http://econsciousconsulting.wordpress.com/2012/01/11/i-like-you-like-everybody-see-like/
Kiedyś, gdy czytałam artykuły o tym, że ktoś kupił lajki na allegro by wygrać konkurs fb, albo by namawiał obcych ludzi do głosowania na siebie miałam mieszane uczucia. Z jednej strony -takie czasy. Z drugiej -postępowanie nie fair, czy też nie fert jak to mówią moje potworki.
Zacznę od początku. Dwa dni temu przeglądam aktualności na facebooku i widzę, że znajoma skomentowała jakiś konkurs. Stwierdziłam, że jej wymysł jest beznadziejny i się z nią podrażnię pisząc jakąś głupotkę. Napisałam, zatwierdziłam... Po kilku odpowiedziach i kliknięciach lubię to zorientowałam się, że teraz też biorę udział w konkursie. ^_^'
Nie powiem, sprawiło mi nie małą radość, że ludziom spodobało się to co wymyśliłam. Jedynymi znajomymi, którzy kliknęli, że to lubią, była właśnie owa koleżanka i mój luby. Szok. W między czasie pojawiła się informacja, że jestem na prowadzeniu. Za mną dwóch panów...
Pierwsze miejsce zajęła jednak Pani, która w ciągu godziny, może mniej, zebrała 54 lajki. Zaczęłam rozumieć, dlaczego  kupowanie lajków i innych może być aż tak drażniące dla ludzi biorących udział w różnych przedsięwzięciach. Większych przedsięwzięciach. Dla tych, których może być to spełnienie marzeń, a których nie stać na to by umożliwić dziecku spotkanie ze znanym piłkarzem. (Tak, tak pieję do tej afery co dzieci miały się spotkać z piłkarzami, ale się nie spotkały, bo rodzice innych dzieci kupili na allegro polubienia, a te dzieci i tak się nie spotkały, bo mecz odwołany~czy coś takiego.) Moje samozadowolenie spadło. O tak niziutko, do metra 75 cm, znaczy się na normalny poziom. Bo przez to wszystko mi w między czasie wzrosło.
Uważam, że najwłaściwsze jest pozostawanie w zgodzie z własnym sumieniem. Fajnie, gdy można spełnić kilkoma kliknięciami marzenie znajomego, jego rodziny itd. Cała Ona (można kliknąć, można) zapytała czy nie polubiła bym jej zdjęcia. Jest świetne! Jest na prawdę robiące wrażenie. (Swoją drogą gratuluję, przeszłaś dalej!) Jednak nie jestem pewna czy polubiłabym, jakby było kiepskie, nie zjadłyśmy razem przysłowiowej beczki soli, prawda? Pewnie to byłby argument przechylający szalę.

Moglibyście powiedzieć, że z zazdrości żal mi dupę ściska or something else. Nie, nie. Zajęłam drugie miejsce i dostanę pewnie tę samą nagrodę. Tylko zastanawiam się, czy dla jakiejś smyczy, albo innego badziewia (nie mam pojęcia co to będzie) warto zadać sobie tyle zachodu. A tak naprawdę, to uważam, że to co wymyśliła jest na prawdę słabe, a ja jestem całkiem dowcipna, o. ;P Mogę sobie pogadać, to mój blog w końcu. ;P




Coś się skupić ostatnio nie umiem, czy moje teksty są bardziej chaotyczne niż zwykle?