06 września 2013

Przydałby mi się kociołek Panoramixa...

Dzisiejszy post sponsorują znaki &%#%$&

Tak, bo to się wkurzyć można. Wrzesień to najgorszy z możliwych miesiąców. Nie dość, że większości z nas mocno powiększają się wydatki, to jeszcze jeżeli chcesz ułatwić sobie życie paroma groszami to Cię czeka bieganina od Annasza do Kajfasza. Pamiętacie 12 prac Asteriksa? No właśnie...

A tym co nie pamiętają, nie widzieli lub po prostu chcą sobie przypomnieć...


Nawet jeżeli myślisz, że całą potrzebną dokumentację zgromadziłeś sobie w jednym miejscu, to powiem jedno - mylisz się. Jeżeli myślisz, że na jednej wizycie w danej placówce się skończy, to powiem ponownie - mylisz się. Zawsze jest coś, co musisz donieść. Później obsługuje Cię inna osoba i dopatruje się, że brakuje jeszcze czegoś. And again, and again, and again.
Żeby nie było Ci zbyt miło, to na dokumenty z instytucji czekaj tydzień. Nie ważne, że wszystko jest w bazie danych. Uprzejma Pani z okienka jest w tym momencie bardzo zabiegana, nie może tego załatwić od ręki. Ach, co za ludzie wszystko by chcieli od ręki, paskudy! Ona taka zabiegana, tak jej czasu brakuje, a ty wystawaj w kolejkach po 2 godziny. W końcu to Tobie, a nie jej zależy, prawda?

Nie cierpię urzędów. Jak słyszę o biurokracji od razu na myśl mi przychodzi mój problem z ZUSem. Na szczęście to już za mną, ale 2 i pół koła z konta zniknęło. A dlaczego? Miałam kiedyś działalność gospodarczą, pojawiły się dzieci i takie tam. Uprzejma Pani, albo miała mnie dość, albo była niedoinformowana, albo sama nie wiem co... Chciałam zawiesić działalność na czas urlopu macierzyńskiego, tak by nie płacić nic w tym czasie, żadnych składek etc. Mimo moich licznych pytań, usłyszałam tyle co "Jest Pani na czysto już z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, teraz nie będzie musiała Pani nic opłacać, już nic więcej nie musi Pani załatwiać, wszystko gotowe." Szkoda tylko, że po paru miesiącach przyszło wezwanie do zapłaty. Mimo odwoływania się, prób korzystania z pomocy i innych nic z tego nie wyszło. Ja nie miałam dowodów, po za tym jak to mówią, nieznajomość prawa szkodzi. Po sądach nie miałam się też zbytnio co włóczyć, słyszeliście kiedyś by ktoś wygrał z ZUSem? Ani nazwiska tej Pani, ani za bardzo w pamięci oblicza jej... Ech...

W tym roku idąc po zaświadczenie przyjrzałam się reklamom, które puszczają na telewizorkach. Badania satysfakcji klientów ZUS i innych instytucji. Trochę się zdziwiłam, że moja opinia jest inna niż większości ankietowanych. Okazuje się, że Zakład jest bardzo satysfakcjonującą placówką, obsługa jest miła, sympatyczna, DOINFORMOWANA I KOMPETENTNA, wygląd budynku przyjemny dla oka, a samo załatwianie spraw bardzo sprawne. W zasadzie instytucja jest przodownikiem wśród innych. Nie wiem, porównywali to chyba ze Strażą Miejską, czy czymś.

Wracając do tematu, kompletowanie dokumentów jestem zmuszona odłożyć do poniedziałku. Cóż, nic więcej nie poradzę.

BTW. Może z okazji już ponad półrocznego stażu bloga i z okazji zbliżającej się liczby 11 tys. wyświetleń zrobię jakieś małe candy? Byłby ktoś chętny? ;)