15 września 2013

Motylek, zombie i inne zjawiska pogodowe

Rośnie mi mała artystka. Tasior póki co nie wykazuje się talentem plastycznym, zna się za to świetnie na samochodach. Wszystkie furki poznaje po znaczkach. Można śmiało rzec, że znaki motoryzacyjne zna lepiej niż kolory. Volkswagen, Mazda, Peugeot, Fiat, Ford, Opel, Audi nie sprawia mu kłopotów. Opla Astrę potrafi rozróżnić od Opla Vectry. Niektóre auta poznaje po kształcie, takie jak: matiz, smart, maluch... Lula za to coraz bardziej oswaja się z pędzlami, plasteliną, kredkami. Ołówek trzyma już poprawnie w prawej rączce, długopis jeszcze chwyta garścią-nie wiem skąd taka zależność, ale chyba w początkowych pisaniozmaganiach jest to jak najbardziej naturalne.
Co zachwyca? Fakt, że postaci rysowane przez nią mają palce, uśmiechy pełne zębów, oczy źrenice. Rysuje głowy, czasem uszy i włosy, tułowia, jednak zawsze tułów jest połączony z głową szyją. Wdała się w mamusię... Jak byłam pół roku starsza od niej (gdy miałam 4 lata), rysowałam wieloryby z fontanną na dwóch kartkach A4-wiadomo, wieloryby są wielkie. ;)

Pochwalę się nią trochę...

MOTYLEK i pierwsza próba podpisu:

Ostatnio szliśmy przez las... Co chwilę jakieś patyki spadały i trzaskały. Ona zaniepokojona zapytała
-Hy! Mamo co to?
Ja już nie mając siły tego dnia na odpowiadanie po raz kolejny co to mogło być, odpowiedziałam od niechcenia:
-Zombie.
Julka nie wie co to zombie. Dziś na spacerze, pokazała mi logo z wielkim królikiem, z wielkimi zębami, że to jest właśnie zombie, bo ma wielkie zęby.
Wtedy jej artystyczna wizja zombie wyglądała tak:

Szkoda, że skaner słabo łapie ołówek. Następnym razem postaram się o lepszą jakość.