17 września 2013

What is wrong with you?

Nikt tak nie irytuje jak rowerzyści. Prawda? Prawda. A wszyscy na rowerach lubimy jeździć, no przynajmniej większość. Więc o co chodzi? Skąd ta wrogość?
Pod koniec października położono na mojej dzielnicy piękną drogę rowerową. Jest gładziutka, z lekkimi spadami w dół, z lekkim wznoszeniem się w górę, z zakrętami, no piękna. Kilkadziesiąt metrów dalej zrobili nawet coś na wzór estakady rowerowej. Żałuję czasem, że nie mam roweru, chciałabym zobaczyć jaki stamtąd jest widok, niestety nie ma tam wstępu dla pieszych-to ścieżka rowerowa w końcu. Ścieżka nie jest monotonna. Z tego co mi wiadomo, jest plan by połączyć Gdańsk z półwyspem Helskim. W Gdyni widać, że prace w tym kierunku idą do przodu. Jednak rowerzyści marudzą, organizują coś co się nazywa masa krytyczna, estakada rowerowa jest źle wyprofilowana, ścieżki są nudne, zbyt pod górę, zbyt w dół, za czerwone, a w zasadzie to po co po tych drogach pełzają ślimaki. Wiem, wiem... Wszystkim dogodzić się nie da. Jednak czy samej radości nie powinien nieść fakt, że jednak coś się robi w kierunku polepszania życia rowerzystom? 
Nie to jest najgorsze. Najgorszy jest fakt, że większość rowerzystów nie potrafi jeździć i nie mam na myśli samego faktu pedałowania i trzymania rąk na kierownicy. Przepisy ruchu drogowego... Powiedz rowerzyście, że jeździ nie przepisowo. Co odpowie? 
Kierowcy też nie przestrzegają przepisów; przejeżdżają na czerwonym, nie zachowują odpowiedniej odległości, od nas rowerzystów, na ulicy. (Dla przypomnienia 1 metr to minimum, bezpieczna odległość to półtora metra.) Piesi też chodzą po ścieżkach rowerowych. 
No tak... Najlepszą obroną jest atak. Ja zorganizuję napad na bank, bo mnie rolują na kredycie. Czy to tak powinno wyglądać? Raczej nie. Fajnie, że są kampanie promujące jazdę na rowerach. Szkoda, że nie ma kampanii informujących rowerzystów jak powinni jeździć, bo skoro im tak ciężko sięgnąć po Kodeks Ruchu Drogowego, to skąd mają wiedzieć jakie są przepisy? 
Znacie ulicę Świętojańską w Gdyni? Wygląda ona mniej więcej tak (nie wiem z którego roku jest to zdjęcie):
Źródło: http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=300708&highlight=tarnopol&page=167
Szerokie chodniki, zawsze zatłoczone. Ulice jak widać. 
Schodziłam w dół Świętojańskiej, wtedy jeszcze kulawa po mojej wywrotce na rolkach. Towarzyszyły mi dzieci i młodszy brat, który w razie czego miał biec za dzieciakami. I jedzie dwóch takich dorosłych (~40 prawie na karku jak na moje oko) na rowerach po chodniku. Ciasno, nie wygodnie, moje dzieci z przodu wesoło hopsiają. Pomiędzy nami oni. Mój brat krzyknął:
-Julka, Staś uważajcie rowery jadą.
Na co się obruszyłam niemiłosiernie:
-Niech ci pseudo-rowerzyści uważają, jak nie znają zasad ruchu. Chodnik to nie miejsce dla rowerów. 
Pani na rowerze jakby mogła to zabiłaby mnie wzrokiem. Całe szczęście, że nie miała laserów w oczach. Pan prychnął... A może parsknął? 
Moje dzieci mają prawo czuć się bezpiecznie na chodniku. Poza tym ja nie mam do własnych dzieci takiego zaufania, a co dopiero obcy człowiek, który utrzymuje pewną prędkość na rowerze. Wyskoczy ni stąd, ni zowąd prosto pod koła i co? Zupełnie inna sytuacja jest, gdy rowerzysta jedzie przepisowo ulicą, a za nim samochód. Kierowca go widzi, zawsze jest ograniczone zaufanie, ale można się dostosować. Przepisy są po to by wszystkim zapewnić bezpieczeństwo wszystkim użytkownikom drogi, a nie na złość porządnym ludziom. 
Enduro Tasior ;)
Są 3 sytuacje w których rowerzyści mogą jeździć po chodniku:
-ulica ma ograniczenie prędkości powyżej 50 km/h
-są bardzo złe warunki pogodowe (ulewa, grad)
-rowerzysta jedzie z dzieckiem do 10 roku życia (czy to w foteliku, czy jak towarzysz na swoim rowerze).
Proste i łatwe do zapamiętania. Nawet na chłopski rozum idzie to pojąć. 
Przejście dla pieszych jest, jak sama nazwa wskazuje, przejściem dla pieszych. Nie przejazdem dla rowerów. Przejazdy są tam, gdzie bezpieczeństwo na to pozwala. Gdzie samochód ma rowerzystę dobrze uwidocznionego na drodze, gdzie znaki są odpowiednio postawione, i również, dobrze widoczne. 

Mój S. ma nawet swoisty pomysł na karę dla niestosujących się do zasad ruch rowerzystów. Należy ich łapać, wiązać dwójkami i jeden będzie budował drogi, a drugi będzie mu czytał kodeks ruchu. I po pół godziny zamiana miejsc. Co wy na to? ;)

A, i co śmieszniejsze: nie jeżdżę rowerem, nie posiadam prawa jazdy, a przepisy znam. Można? Można!

Przypominam o rozdaniu! Więcej info TU!