21 lipca 2014

Podążając za wyzwaniem: 10 rzeczy, które lubię i 10 których nie znoszę

10 rzeczy, które lubię i 10 których nie znoszę…
Nie chciałabym Ci pisać o tym, że lubię pić kawę, a nie lubię czekolady. Oczywiście są to fakty na faktach (tyryry ry), ale po co mówić o czymś co jest mało zaskakujące, tym nie pogłębimy więzi. Lubisz czerwony kolor? Ja też, to fantastyczne! Nie, nie, nie, w ten sposób się nie da… Rzucanie byle jakiej listy też wydaje mi się mało przyjemne. I w Twoim odbiorze, i w moim przekazie. Postaram się opowiedzieć coś głębszego, coś istotnego.
Co lubię.
Po pierwsze, po mimo mej niechęci do większości ludzi, lubię pomagać. Lubię czuć się potrzebna, wiedzieć, że mogę zrobić coś całkowicie bezinteresownie. I nigdy nie oczekuję za mą pomoc nic. Często przekładam potrzeby innych nad swoje.
Po drugie, kurczę, to jednak nie jest takie łatwe to pisanie… Po drugie, lubię spędzać czas z moimi dziećmi. Banalne prawda? Często jednak zdarza się, że myślę, że zdecydowanie wolę przebywać z samymi nimi, niż z kimś jeszcze.
Po trzecie, tu znowu o dzieciach, lubię wypoczywać jak ich widzę. Nie potrafię się zrelaksować, gdy nie mam ich na oku. Oczywiście mam czasem ochotę się odciąć, wtedy wybieram wychodne od prac około-domowych i około-dziecięcych. Ale nie jest to taki stuprocentowy relaksing.
Po czwarte, lubię aktywny wypoczynek. Hah, w te moje lubienia wdał się ewidentnie urlopowy nastrój. Muszę w końcu wybrać się na jakąś eksplorację. ^_^
Po piąte, lubię zmiany, pęd i napięty harmonogram, a może nie, może mam ADHD. Blame it on my ADD, baby…
Po szóste, lubię swoją pracę, mimo, że jestem ostatnią osobą z którą ludzie mają ochotę rozmawiać. Hahah, taki los ludzi pracujących w windykacji, a ja jestem taka miła. ;)
Po ósme, jarają mnie dobrze zrobione murale. Nie tam jakieś takie bazgroły, czy koślawe literki.  
Dziewiąte. Lubię czytać w komunikacji miejskiej, ale nie rano, bo wtedy jestem w stanie zasnąć.
dziesiąte. Lubię Ciebie. :D
Czego nie lubię.
At primo, ludzi, którzy kręcą i mataczą. Dokoloryzują swe życie. Nikt się nie wydaje przez to atrakcyjniejszy, a wierz mi, to od razu widać i szybko wychodzi na jaw jak jest.
Dwa. Nie lubię przebywać w kuchni i gotować jak jest w niej tłok. Nie lubię też dokańczać gotowania po kimś. Strasznie na to kręcę nosem. Strasznie…
Po trzecie, marudzenie. Jak masz czas marudzić to znaczy, że Ci się nudzi, więc zróbże coś! (S. to Ciebie także się tyczy.)
Cztery. Nie lubię rozmawiać z rana, a już w ogóle przed pierwszą kawą. Potrzebuję czasu by się rozbudzić. Rano mi się po prostu nie chce. Jedziesz ze mną rano autobusem? Po prostu nie mów do mnie.
Pięć. Mało tych rzeczy, których nie lubię. Wysilam się już nad wymyślaniem. Jak tak dalej pójdzie to będę zmuszona pisać o rzeczach mało ciekawych. O wiem, nie lubię wymyślać odpowiedzi na siłę.
Sześć. Nie lubię, gdy matka matce wilkiem. Wszystkie mamy swoje racje, swoje wiemy, ale serio nie ma co się szarpać.
Siedem. Nie lubię sytuacji, w których okazuje się, że nie mogę na kimś polegać, choć on może zawsze na mnie. Coraz częściej staram się unikać takich sytuacji. Nie biorę ich sobie to serca już.
Osiem. Nie lubię też, gdy się wszystko zwala na mnie. Jakbym to ja odpowiadała za cały świat i ja nim kierowała. No sorry… Ale z jakiej racji?
Dziewięć. Nie lubię jak się rusza moje rzeczy, przestawia.
I ostatnie, dziesiąte. Nie lubię ludzi, którzy wyżej srają jak dupę mają. O.
Wyszło beznadziejnie, jak zwykle. Człowiek chciał ambitniej, ale nie, chyba w tym temacie się nie da. Mam nadzieję, że nie zamęczyłam Cię. Siebie trochę tak.