17 lipca 2014

Po co to wszystko?

Dzień drugi wyzwania od Urszuli. Dzisiejszy zagwostka to:

Dlaczego bloguję.

Powodów jest kilka. Zaczęło się od tego, że przez jakiś czas nie było do kogo gęby otworzyć. Życie mi się zmieniło, inne miałam priorytety, niż me koleżanki, inny sposób myślenia, inne żale i zmartwienia, inne rzeczy mnie cieszyły, inne zakupy zaczęłam robić i inne rzeczy były mi potrzebne. Wszystko się zmieniło. Człowiek po prostu czasem chce usiąść i powiedzieć co u niego komuś, kto się zainteresuje. Komuś komu nie będzie przeszkadzało, że trajkocze w kółko o dzieciach i że mój świat się kręci wokół dzieci, a reszta to tylko dodatek. I ja o tym wiedziałam, że nie ma sensu męczyć znajomych bobo historiami, rozmowami o mlekach, kaszkach i stanach skupienia kup. Dziś już wiesz, że prawie każda świeżo upieczona matka nie widzi nic, poza końcem własnego nosa, na którym siedzą jej dzieci. Później to mija, i ona oprócz siebie jako matki zaczyna widzieć siebie jako… Siebie!
Przychodzę do Ciebie, a Ty patrzysz i słuchasz (czytasz). I jesteś. Czasem częściej, czasem rzadziej. Przecież wiem, że masz swoje życie, i to nie tylko te wirtualne. Mimo to wracasz, by znów zobaczyć co wykombinowałam, gdzie byłam, czy robię z siebie wariatkę, a może chcę Ci opowiedzieć o czymś co zjadłam lub też porównać się doświadczeniem w pewnych kwestiach.  
Piszę, bo czuję się częścią Twojego życia. W końcu widzisz jak się złoszczę na błahe sprawy, jak gloryfikuje drugie, a jak lekceważę trzecie. Czasem milczysz, czasem skomentujesz.

Nie muszę nikogo udawać, mogę być sobą u siebie. Nie muszę zważać na kulturę języka, na poprawność myśleniową, ani na poprawne maniery. Sam wiesz, że mam fatalne maniery, koszmarne mam zwyczaje. Lecz kiedy grają tego kraju hymn ciągle jeszcze wstaje. I mogę tu siedzieć, w przybrudzonej czapce, dwóch warkoczach z rozmazanym makijażem, ale za każdym razem jak u mnie gościsz spotkasz się z moim uśmiechem.