16 lutego 2013

Teatrzyk cieni i podsufitowe dydnalce ;)

Moja przyszła teściowa stwierdziła, że powinnam zająć się resocjalizacją dzieci. XD
Dzieci jak się nudzą to szukają rozrywek. Najczęściej wtedy rozrabiają, trzeba im znaleźć takie zajęcie, by było troszkę inne niż codzienne zabawy, rozwijające kreatywność, i, jeśli to jest już koniec dnia i rodzice nie mają siły na biegania/skakania/itp., najlepiej siedzące.
Mi od pewnego czasu doskwierał brak czegoś przywieszonego do lampy. Wcześniej mieliśmy bombki, ach piękne bombki, które sprezentowała nam kuzynka mojego lubego. Bombki granatowe, ze złotymi zdobieniami i każda z imieniem jednego z nas. Wisiały na białych wstążeczkach, ale tak mi się to podobało, że po zdjęciu pokój zrobił się mniej przytulny.
Ale do rzeczy. Połączyłam dwa w jedno. Trochę artykułów szkolnych w domu posiadam: kredki, pisaki, linijki bibułki, bloki rysunkowe z kolorowymi kartkami, kleje i inne takie, które najczęściej wykorzystuje się jak już dzieci chodzą do szkoły. Zaczęło się tworzenie, klejenie, wycinanie, urywanie, malowanie. Co nam z tego wyszło? A to, że pod lampą dumnie wiszą 3 papierowe motylki i jeden "mały przyjaciel Staś". Przy okazji stworzyliśmy 3 rzeczy do naszego domowego teatrzyku cieni.


Wybaczcie za jakość zdjęcia (i mój wyglądowy rozgardiasz), ale nie chce mi się już dzisiaj szukać aparatu i później zgrywać tego wszystkiego. I dopiero jutro wrzucę zdjęcia naszych podniebnych dzieł. ;)
I tak od lewej: dzieło moje i Kini - motylek, następnie koparka i autko - dzieło Tasiora i Tatuśka. Bardzo ładne cienie rzucają na ścianę w łazience. Tam się zamykamy na teatrzyk cieni, bo jest najciemniej.
Dzieciom takie tworzenie się podobało, myślę, że za jakiś czas inne postacie/przedmioty dołączą do naszej kolekcji.

Do miłego przeczytania! ^^