04 lipca 2013

spóźniłem się

Lubicie niebanalne, dobrze wyważone, opowiadania? Właśnie miałam okazję zostać jedną z nielicznych pierwszych czytających, i, pragnę podzielić się z Wami.
Autorem jest Cezary. Przypuszczam, że jeśli przyklaśniecie jego twórczości, to wkrótce dalsze części pojawią się na jego nieco zakurzonym blogu. Klik!



Gdzieś w oddali słyszę budzik telefonu, jednak niechęć do przeciwstawienia się zmęczeniu była znacznie większa od irytacji wywołanej wkurwiającym dźwiękiem budzika, gdyby dało się tak telepatycznie, bez podnoszenia dupska go wyłączyć.

Cisza.

Kto go wyłączył? Magia, kurwa?! Nade mną stała piękna dziewczyna, o raczej średnio długich włosach z wyraźną nutą naturalnego koloru blond, za duża, stara bluza z kapturem oraz czarne, grube pończochy wyraźnie tworzyły nieład czy wręcz chaotyczność ubioru. Pochyliła się powoli nade mną i cicho, ledwo słyszalnie szepnęła mi do ucha: Wstawaj, potrzebuję pomocy.

Cały w pocie, sam w pokoju w środku nocy. Podświadomie wiedziałem, że to sen, jednak widok tej dziewczyny był spełnieniem moich marzeń, ale coś nie dawało mi spokoju, ten wewnętrzny niepokój, który powoli opanowywał moje serce był nie do zniesienia. Która to godzina? Druga w nocy? Za oknem zaczyna się powoli robić jasno więc może być, dla uspokojenia zadzwonię do niej i chyba od dłuższego czasu telefon posłuży mi nie do przeglądania internetu tylko do najzwyklejszego dzwonienia. Tak pięknie wygląda na tym zdjęciu i trochę żałuję, że mnie wtedy przy niej nie było, klik, już dzwoni i po chwili włącza się poczta głosowa. Który dzisiaj dzień? Dziś ma nocną zmianę, powinna odebrać, dzwonię jeszcze raz, najwyżej będzie zła na mnie, ale niepokój chwyta mnie co raz mocniej. Znowu poczta przywitała mnie swoim wkurwiającym głosem? A może ja robię się bardziej nerwowy?

Często ludzie mówią o mnie jak o psychopacie, a ja tylko chcę być przygotowany na wszystko i dlatego zawsze w pokoju, w rogu pod oknem leży mój wojskowy plecak, a w nim jest większość rzeczy potrzebnych w trudnych sytuacjach, średniej długości maczeta, jednostrzałowy obrzyn po dziadku zrobiony ze strzelby, multitool, trzy racje MRE, apteczka czy też czarno-prochowy granat oraz inne mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Samochód mam zaparkowany pod blokiem i w ciągu kilku minut będę u niej w pracy.

- Znowu Ty? Ona nie chce Cię widzieć!

- Klientów się tak nie wita, Karolina. -Nie lubię tej grubej kurwy, ale pracuje razem z nią.

- Gdzie ona jest?

Patrzy na mnie spod mordy jak wściekły dzik co wyjątkowo jej pasuje.

- Mówże!

- Pojechała z nim.

- Gdzie?

- Za most.

Dobrze, że o tej godzinie nikt nie jeździ, mogłem jechać dokładnie tak szybko jak lubię, a chwila oderwania dobrze mi zrobi przed spotkaniem z kundlem oraz nią. Dalej nie mogę pojąć jak to się złożyło, że jest z nim.

Nie nakręcaj się, sprawdź co u niej i wracaj do domu.

Często się słyszy, że mówienie do samego siebie polepsza postrzeganie świata, ale chyba jestem wyjątkiem, dalej kurwy nie cierpię. Nawet nienawidzę go co raz bardziej. Zaparkuję przed mostem, jak na stróża prawa wyjątkowo zawsze spierdala przede mną, cóż, zachciało mi się nietypowego samochodu. Noc powoli staje się wspomnieniem, tak jak mój sen o niej, a czerwony horyzont zawsze kojarzy mi się ze słowami dziadka.

Wnuku, gdy widzisz czerwone niebo miej pewność, że poleje się krew.

Mam nadzieję, że nie będzie to jej krew.

Jeszcze chwila i będę na miejscu, nasunąłem mocniej kaptur na głowę i przyśpieszyłem kroku, aż po chwili usłyszałem ciche chlipnięcie z prawej strony. Zaiste o tej godzinie słychać wszystko tak dobrze jak na cmentarzu.

- To Ty!

Moim oczom ukazała się ona, cała we krwi, w podartych ubraniach plecami oparta o drzewo rosnące przy moście. Tego właśnie się bałem, stało się dokładnie to przed czym ostrzegałem ją od dawna. Przykucnąłem i bez słowa zacząłem ją opatrywać, jej stan fizyczny był lepszy niż się wydawał pod tą całą krwią, ale nie chciała puścić rąk od brzucha.

- Zapłaci za to.

- Chcę do domu.

Wziąłem ja na plecy i w mgnieniu oka siedziała już na miejscu pasażera, gdy wstałem, chwyciła mnie za rękaw z całych sił.

- Nie!

Jednak wiedziałem co muszę zrobić, zaiste dziadku, tej nocy poleje się krew.
 _______________________________________________________________________________
Częścią ludzkiego życia czy nawet zwierzęcego są wybory i mimo, że zdecydowana większość jest albo błaha albo należy do podstawowych jak zapewnienie sobie pożywienia to każdego chodź raz w życiu spotka przymus wybrania czegoś co odbije się na całym życiu lub chociaż poważnie na nie wpłynie.

Całe życie uciekałem od tego.

Dopadło mnie.

Co jest dla mnie ważniejsze?

Życie?

Zemsta?

W takich chwilach można prawdziwie poznać siebie i chodź istnieje dobra i zła odrzuciłem wiele lat temu wiem co muszę teraz zrobić, ona jest najważniejsza. Ważniejsza niż cała reszta, niż wszystko co istnieje włącznie ze mną.

Pod drzwiami szpitala spotkaliśmy tylko pijanego strażnika oraz pogardę ze strony ludzi ślubujących ratować ludzkie istnienia, nieudolnych strażników życia i zdrowia.

Idź Pan w huj.

Nie ma pieniędzy na takie pierdoły.

Nie mam wiedzy, aby jej pomóc, aby ją ratować.

Mateusz jest patologiem, powinien pomóc.

Dobrze, że Zło nie śpi, byliśmy już w drodze do kumpla, za moment będzie już bezpieczna. Stoi w drzwiach, jak zwykle pijany. Lepszej pomocy nie znajdę.

Czemu nie mogę jej pomóc?

Czemu jestem taki bezużyteczny?

Tylko ją zawiodłem.

Zawsze.

Powstrzymałem jego rękę.

- Zajmij się nią.

Zostawienie jej było najtrudniejszą rzeczą w moim życiu, a rosnące obrzydzenie do samego siebie miażdżyło ostatnie resztki poczucia własnej wartości to jednak jestem z powrotem na szlaku, już się zbliżam, zanim nadejdzie ranek jeden z nas będzie martwy.

Na pewno chcę to zrobić?

Jeśli przeżyję to resztę życia spędzę w więzieniu.

Nie powinno jej to spotkać, tylko nie ją.

Będzie na mnie krzyczeć.

Już słyszę jej krzyk.

tekst alternatywny Kocham jej minę kiedy to robi.

Nie jest to ważne, zwłaszcza teraz. Moje chore poczucie sprawiedliwości gna mnie przed siebie, napędza mnie niczym tsunami, jestem falą zniszczenia. Widzę już znajomy most, a wokół nie widać żadnego śladu ludzkiego istnienia.

Jego też nie ma, spóźniłem się.