11 lipca 2013

Drama

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie potwornie. O 8 zadzwonił telefon. Mama.
-Gosia, oddzwoń do mnie...
Matce głos rozpadał się na kawałki. Coś się stało. Miliard myśli przez głowę przeszło zanim wybrałam numer. Człowiek w tak krótkiej chwili potrafi na prawdę szybko myśleć.
Chodziło o mojego brata. Nie wrócił na noc do domu. Minęły 24 godziny odkąd wyszedł. Telefon miał wyłączony. Koledzy, rodzina... Nikt nie wiedział gdzie jest. A gnojek ma tylko 15 lat. W jego wieku robiłam matce różne numery, ale zawsze zostawiałam jej kartkę, wysyłałam smsa, cokolwiek, żeby wiedziała, że nic mi nie jest. Zwykle były to krótkie, zwięzłe informacje. Zawsze pisałam dokąd się wybieram i kiedy wrócę. Dopiero teraz dojrzałam do tego by zrozumieć co zapewne czuła, choć przez takie wiadomości na pewno było jej lżej.
-Mamo nie płacz. Jestem tylko Twoim koteczkiem. -Staś zawsze tak mnie pociesza. 
Policja została wezwana. Myśmy siedziały na łączu i ryczały. Nikomu nie życzę przeżywania tego co my przeżywałyśmy.
Gdzie on może być? Powinnam go szukać, ale jak? Z dziećmi mam się szwendać? Kogo pytać, czy go widział? 
Udostępniłam wpis na facebooku. Zawsze to jakaś nadzieja. Jak się szybko rozpowszechni to może ktoś coś sobie przypomni. Ledwo dodałam wpis, już kilka udostępnień. Dobrze, że ludzie potrafią zrobić coś bezinteresownie. Tona wiadomości pocieszających. Ostatnie czego mi było trzeba to pocieszania. Na prawdę. Ja wiem, że z bezradności ludzie mają taki odruch. Ale odpisywanie na to nie było teraz w dobrym guście. Sorry.
Znalazł się. Siedział na nocce w kafejce internetowej. Zamykają się na noc i grają. Jakiś znajomy jego znajomy znalazł wpis na fb.
-Ty, Marek, chyba rodzina Cię szuka...
Włączył telefon (baran, po co go wyłączał?), zadzwonił do matki. Kamień z serca, ale napięcie dalej mnie trzyma. Ręce dygoczą, oczy napuchnięte od łez. Dobrze, że nic mu nie jest.

Jak go dorwę to mu z dupy zrobię jesień średniowiecza.

Idę napić się meliski...