12 sierpnia 2015

Podróże: Szadów, Góra krzyży

Kontynuując to co nie zapisane z wczoraj. ;)
Połowicznie przemoczeni władowaliśmy się do samochodu, odpaliliśmy bajkę na tablecie, bo u milusińskich włączyło się marudztwo, a drogi przed nami było i trochę. Pogoda za oknem również zrobiła się jakaś marudna.

Szadów
Zastanawialiśmy się nad noclegiem w tym miejscu, ale sprawa nie była taka prosta. Niestety Pani w recepcji nie mówiła zbyt dobrze po angielsku i chyba nie było miejsc. Mimo to dobrze było zatrzymać się w tym miejscu i pomyśleć co dalej. U nas w kraju takich wiatraków-moteli nigdy nie widziałam, a to takie fajne miejsce by przycupnąć na chwilę...
Zabytkowy wiatrak w Szadowie
Dzieciaki miały chwilę na pląsy na placu zabaw, a my zbadaliśmy mapę. Głównie S., bo mi z czytania map najlepiej jednak ich trzymanie wychodzi. ;)



Rodzice nas po świecie ciągają, a nam wystarczyłby tylko plac zabaw ;)
Wymyśliliśmy, że czas na jakiś porządny posiłek, a nie Vivciową kuchnie polową! Celem była Smukle Zarija. Wcześniej, jak jeździłam palcem po mapie i planowałam atrakcje jakoś przypadkiem na trafiłam na plac zabaw w pobliżu tej knajpy. No nie mogliśmy tego ominąć! Obejrzyj sobie na goolge street view klikając tu. Szkoda tylko, że podczas posiłku lało jak z cebra i dzieciaki nie mogły skorzystać z tego dobrobytu. Knajpkę polecam, smacznie i tanio, szkoda tylko, że cepeliny im wyleciały. A obsługa bardzo sympatyczna - nie mówiąca po polsku, doskonale mówiąca po angielsku. Po rosyjsku też zapewne. :)
Z pełnymi i zadowolonymi brzuszkami udaliśmy się w stronę przejaśniającego się nieba. I dobrze, bo następne miejsce było dość spooky and creepy. Przynajmniej ja nie chciałabym się tam znaleźć podczas burzy.

Góra Krzyży
Historia tego miejsca jest o tyle ciekawa, że w tym miejscu postawiono pierwszą kapliczkę upamiętniającą chrzest Dolnej Litwy. Pomimo prób ateizacji kraju przez sowietów, pomimo niszczenia krzyży, one wciąż i wciąż tam wracały. Dziś, z każdym dniem jest ich coraz więcej. Z daleka wydaje się być dość niepozorna...
Góra krzyży
...ale im człowiek jest głębiej i błądzi w tym labiryncie, tym bardziej odczuwa wewnętrzny niepokój. Krzyże są przeróżnego pochodzenia: litewskie, polskie, włoskie, angielskie, a nawet koreańskie. Każdy z inną intencją. Tu nie ma miejsca, na pytanie gdzie jest krzyż. Jest wszędzie!

Ślimak miał być taką metaforą, że każdy jakiś swój krzyż dźwiga
Krzyże, wszędzie krzyże

Czy warto się wybrać? Tak. I to nie ważne, czy jesteś katolikiem, buddystą czy ateistą. Miejsce robi wrażenie na każdym. Jest to miejsce, które może przerażać, ukazywać ogrom wiary, czy też dać początek innemu spostrzeganiu otaczającego nas świata, dać chwilę na zadumę. Dla mnie, dla S. i dla dzieci, był to tak na prawdę pierwszy moment by porozmawiać o religii katolickiej. Wcześniej nie umieliśmy i nie mieliśmy bodźca. Zaczęły się pytania. Tego tematu przynajmniej na razie nie będę rozwijać, bo wydaje mi się on na tę chwilę zbyt intymny i jeszcze nie poukładany.

Stamtąd ruszyliśmy na punkt, który mieliśmy oznaczony na mapie jako pole namiotowe. Jak się okazało (o dzięki ci tłumaczu google) zamiast pola namiotowego trafiliśmy na tabliczkę wysypywanie gruzu surowo wzbronione.  Ruszyliśmy więc dalej, szukać miejsca na nocleg i nim się obejrzeliśmy, przekroczyliśmy następną granicę... Ale o tym następnym razem. Do zobaczenia!

Dzisiaj słucham: