03 maja 2015

Podróże: Osada Sławutowo

Kontynuując wpisy turystyczne dziś trochę bardziej na bieżąco, bo z pierwszego dnia jakże krótkiej majówki. W poprzednim wpisie obiecywałam, że będę robić zdjęcia aparatem, a nie telefonem, ale niestety, aparat się popsuł. Złośliwość rzeczy martwych.

Tym razem udaliśmy się do osady w Sławutowie.




Sławutowo to mała wieś kaszubska, sama osada leży pod lasem, droga do niej przez wieś jest pięknie oznaczona. Byliśmy już w wielu osadach, grodziskach i innych punktach odtwórstwa rodzimowierczego, ale ta urzekła mnie najbardziej.


Przede wszystkim, nasze czujne oczy nie wypatrzyły ani jednego gwoździa, wszystko zostało stworzone tak jak Perun przykazał. Drewniane kołki, chyboczące się deski, słomiane dachy, no to jest to! Do każdej z chat można było wejść, co prawda nie wszystkie były zapełnione jakimś wykwintnym pomysłem na siebie, ale przypuszczam, że powoli będzie to się zmieniać, bo uroczyste otwarcie osady odbyło się 18 kwietnia. Za to przed chatami najróżniejsze dziwy, tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Osada jest kameralna, przytulna i bardzo malownicza, a jej urok dopełniał się poprzez muzykę. Było widać i słychać, że i samym grajkom muzyka ta niosła radość.
Z tego co udało się ustalić, w osadzie zatrudnionych jest kilka osób, reszta odtwórców była przyjezdna. Wszyscy bardzo dobrze zorientowani w temacie.

Tasior miał okazję być prawdziwym wojem, Lula poobserwować lepienie garnków, ja poprzebierać w pogańskich błyskotkach, a S., jak to ma w swoim zwyczaju, pozagadywać do ludzi. Zapraszam na foticzki.





















To jest jedno z tych miejsc, do których na pewno jeszcze wrócę.
Zainteresowanych zapraszam na fp Osady - tu!