03 sierpnia 2014

Moje nie-sweet-focie.

Przeglądając twittera stwierdziłam, że czasem na prawdę udaje mi się zrobić niezłe foty, i to nawet na tak badziewnym sprzęcie jakim jest mój smartphone. No dobra, nie jest badziewny, ale lustrzanka to to nie jest. Przynajmniej ten plus, że zawsze pod ręką.

Widziałam, że inni robili miesięczne zestawienia zdjęć na swoich blogach. Dla mnie co miesiąc to za często, niczym nader mocny internetowy ekschybicjonizm, i tak itwueram przed Tobą swą duszę, jednak chciałabym się pochwalić kilkoma fotkami, coś o nich powiedzieć.


Dzisiejsze. Plażingowaliśmy w Osłoninie. Plażing to może nie dokońca dobrze dobrane słowo. Plaży Ci tam tyle co kot napłakał, leży się na trawiastych trzcinach. Popływać też za bardzo nie można, bo po 3 kilometrach marszu w wodzie dalej masz jej tylko do kolan. Świetne miejsce. Spokojne.

Jako że nie jesteśmy fanami tłoków, ani tłumoków na Jarmark Dominikański wybraliśmy się tylko ze względu na młyn. Nie ukrywam, że jak S. zobaczył cennik owej atrakcji bardzo zaczęło mu syczeć coś w kieszeni, tym bardziej, że urlop tak na prawdę dopiero przed nami. Ale pod namowami zgodził się i atrakcję mamy zaliczoną. Fantastyczny widok (poniżej będzie), super emocje - zwłaszcza jeśli masz lęk wysokości, przestrzeni i katastroficzne myśli, a trole które Ci towarzyszą tylko powtarzają zaraz spadniemy albo linka się urywa. I jeszcze bujają kabiną... Grunt, że nie puściłam wysokościowego pawia.



Kozioł jaki jest każdy widzi. Ale wygląda jakby chciał powiedzieć podejdź no do płota, kiedy ja podchodzę...



A tu skrzyżowanie Puckiej i Złotej w Gdyni. Do tego ten magiczny zachód słońca i klimacik jest. Nawet to, że zza szyby samochodu nie przeszkadza.


Gdańsk z kabiny młynu, filtr dodał się przypadkiem, jak chciałam udostepnić na Twitterze, już tak zostało. Moim zdaniem super. Głównie dlatego, że widok niecodzienny.