02 marca 2015

laryngolog part. 2

Wczoraj był wpis o laryngologu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to wstęp do dzisiejszych moich zmagań. Zatkało mi się ucho. Prawe.
W pracy to było nawet całkiem wygodne, takie niedosłyszenie. Byłam jakaś taka bardziej szczęśliwa, spokojniejsza... ;) Tylko trochę mi błędnik wariował. W zasadzie jakby ktoś nagrywał to co wyrabiałam by pozbyć się tego "cudu" poprzez rady moich koleżanek na pewno byłoby w topce filmików WTF na you tube. Skakanie z głową przechyloną na bok, odkręcanie ślimaka (to nawet moje pojęcie przeszło), wydmuchiwanie powietrza uszami (no dobra zmiana ciśnienia), zatykanie nosa i głośne wypowiadanie imienia Karol, jak nie pomogło miałam do tego przeklinać (spierdalaj Karol też nie pomogło). Tak więc obaliłam chyba wszystkie mity w ciągu jednego dnia.
Teściowa dała mi jakieś magiczne kropelki i póki co słyszę. ;) Zobaczymy rano... A jeśli to nie pomoże to wtedy laryngolog. Na szczęście nie boli.