05 lutego 2015

Czas na odwyk?

Teściowa chce mnie wysłać na odwyk. Nie żebym była uzależniona od jakiś substancji psychotropowych, odurzających czy alkoholu, nie… Panią matkę martwią zapachy wydobywające się z mojego pokoju głównie w porach nocnych. Mmm, w porach nocnych. Co to za zapachy? A takie tam, formaldehyd, octan etylu, octan butylu, alkohol izopropylowy, czasem, choć rzadziej aceton i inne. Nie, nie mam fascynującego hobby, nie, nie jestem chemikiem. Wszystko co wymieniłam to rozpuszczalniki używane w lakierach do paznokci. Jedne bardziej szkodliwe, inne mniej, mimo to nie w takim stężeniu. Zdobienie paznokci bardzo mnie odpręża, choć często koncepcja mi się zmienia w trakcie malowania. A i same paznokcie nie zawsze chcą współpracować.
Kolekcję lakierów mam już dość całkiem pokaźną, choć i w niej swoich ulubieńców. Czasem Lula jak ma okazję mi towarzyszyć przy malowaniu układa je kolorystycznie. Przez użytkowników instagrama zaczęłam już całkiem wydziwiać, niektóre babeczki udostępniają tak ciekawe stylizacje pazurów, że z zazdrości musiałam zaopatrzyć się w inne przybory do zdobień. Przez to też poszerzam swoją wiedzę na temat jak, co i z czym.
Dowiedziałam się o czymś takim jak water marble, na co sama zdecydowanie bym nie wpadła.  No bo jak to tak, wylewać lakier do wody? Jeżeli nie wiecie co to, to polecam wpisać sobie na youtube. I próbować! :D Jak ze wszystkim, wychodzi z każdą próbą lepiej! A do chronienia skórek przed niechcianym lakierem, polecam klej wikol. Z nim wychodzi najlepiej.
Zaczęłam cieniować paznokcie za pomocą gąbeczki, i choć towarzystwo paznokciowe zazwyczaj poleca zmywak kuchenny, ja zaopatrzyłam się w gąbkę tapicerską w ciastoramie. No dobra, zostało mi trochę po stroju karnawałowym Tasiora, szczegóły.
Kolekcjonuję już płytki do stempelków, ale sam stempel muszę wymienić, bo ten który po przeszukaniu drogerii w trójmieście dorwałam jest po prostu słaby. Niedogadujemy się. Bywa.
Naklejek, brokatów nawet nie liczę.
Najnowszą nowością (ale napisałam) w moim romansie ze zdobnictwem paznokci jest folia transferowa. Póki co, jak komuś wspominam raczej wybałusza oczy niż wie o czym mówię. Nawet szaleńczo biegając po drogeriach w poszukiwaniu kleju przeznaczonego do tej folii uśmiechnięta ekspedientka służąca pomocą i chętna do pomocy, na zadane przeze mnie pytanie dotyczące tego produktu wyglądała mniej więcej jak na tym memie po prawej. ->
 Jej błąd, sama zapytała czy może pomóc. ;)

Trochę samochwalstwa:

Pierwszy raz z folią transferową. Na prawdę ciężki pierwszy raz. Dobrze jest tą folię trochę zmoczyć z matowej strony, lepiej się wówczas przyczepia do paznokcia. Ja muszę popracować nad lepszym dociskiem, pamiętać aby nie nakładać białej bazy pod ciemną folię i zadbać lepiej o skórki! Ale pasuje do spodni! :P


Jeszcze w kanciastych pazurach. Matko, nie mam takich żółtych palców. Serio...


Wariacje panterkowe. Tak, mam fizia. 


Zaczynam się martwić o moje palce... O_o

Tu już widać, że pomału rezygnuję z kwadratury paznokcia...

...i przekonuję się do tej wersji. 

Dlaczego prostokątny pazur zapytasz, ze względu na kruchość tkanki. Zbyt często mi się łamią. Odkąd maluję systematycznie, odżywki te sprawy, jest zdecydowana poprawa. Może jeszcze wyjdę na ludzi. ;)